Za tzw. "siadanie na zderzakach" w Niemczech czy Francji grozi nawet 400 euro mandatu. Odległości między samochodami na autostradach mierzą fotoradary. A u nas? Oczywiście prawdziwa plaga, a nawet rozprzestrzeniająca się plaga - jak czytamy w “Metrze” - i dodaje, zwłaszcza na nowo powstałych autostradach. I uzasadnia: aż 34 proc. z 246 kolizji, do których w zeszłym roku doszło na autostradach, było spowodowane niedostosowaniem prędkości (w przypadku innych dróg zbyt duża prędkość odpowiada za ok. 15 proc. wypadków) 13 proc. autostradowych kolizji było spowodowanych niezachowaniem bezpiecznej odległości między pojazdami (w przypadku zwykłych dróg krajowych zbytnie podjeżdżanie odpowiada jedynie za 5 proc. wypadków). Co na to prawo? - Przepisy nakazują kierowcom jedynie zachowanie bezpiecznej odległości od pojazdów, która musi być dostosowana do prędkości i warunków na drodze, ale nie precyzują, ile ma ona wynosić. Nie spotkałem się z sytuacją, by policjant ukarał kierowcę tylko za to, że podjechał zbyt blisko innego pojazdu - mówi podinsp. Dariusz Chojnowski z Biura Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. Dodaje, że kierowca może być co najwyżej ukarany, gdy sygnalizuje długimi światłami lub sygnałem dźwiękowym, byśmy usunęli się z drogi. - Jeżeli świadek zadzwoni z takim doniesieniem na policję, funkcjonariusze po zasięgnięciu informacji o numerach pojazdu, czasie i miejscu zdarzenia, wyślą za nim nieoznakowany patrol, który może nałożyć na kierowcę mandat do 500 zł. Jednak aby to było możliwe, świadek musi być na miejscu zatrzymania - mówi Chojnowski. Czyli w praktyce ukaranie kierowcy jest niemal niemożliwe. Powstaje więc pytanie, czy w naszych przepisach nie powinien zostać umieszczony nakaz zachowania określonych odległości od pojazdów na autostradach? I następnie wprowadzony skuteczny (fotoradarowy) system ich egzekwowania?