Legislacja

Autoszkoła ma płacić za poprawkę? – dyskusja (2)

8 czerwca 2008

Kolejny tydzień publikujemy dyskusję nad wypowiedzią Zbigniewa Skowrońskiego, szefa łódzkiego WORD, który postanowił złożyć do Ministerstwa Infrastruktury wniosek, żeby autoszkoły płaciły za poprawkowe egzaminy absolwentów - o czym doniósł “Dziennik Łódzki”. Dyrektor zaproponował, żeby za pierwszą poprawkę kursant płacił sam. 25 proc. drugiej pokrywałaby autoszkoła, trzecia poprawka kosztowałaby szkołę jazdy już 50 proc., a czwarta 75 proc. Piąte i kolejne podejście właściciel autoszkoły musiałby opłacić w całości. Co na to nasi Czytelnicy? Dyskusja pełna emocji. Oto kolejne głosy w dyskusji (usunięto wypowiedzi pozamerytoryczne – red.): 

KIELBIL: Myślę, że takie pomysły niczego pozytywnego nie wniosą. Pozostawiłbym podniesienie jakości szkolenia rynkowi, tj. dać kursantom możliwość większego wyboru toku szkolenia. W tej chwili niby można zmienić OSK i co za tym idzie instruktora w trakcie szkolenia, ale de facto, po opłaceniu kursu nikt nie będzie ryzykował wejścia w spór z OSK. Gdyby wystarczyło, że kursant zbierze na karcie przeprowadzonych zajęć odpowiednie poświadczenia odbycia danych tematów szkolenia, na pewno taki kursant zrobi z tego pożytek i nie będzie się szkolił z nieudacznym instruktorem, który zrobił sobie tylko dobrą reklamę. Można by jeszcze wprowadzić państwowy system komentarzy o odbytym kursie. Wyobrażam sobie to tak: Kursant po odbyciu szkolenia, podczas pierwszego egzaminu teoretycznego, ma jedno z dodatkowych pytań odnośnie zadowolenia z jakości odbytego szkolenia w danym OSK. Po stworzeniu takiego systemu, każda następna osoba szukająca Ośrodka do odbycia kursu miałaby możliwość w ogólnodostępnej bazie, sprawdzenia komentarzy jego poprzedników - coś podobnego do systemu z allegro. Według mnie sprawiedliwa ręka rynku szybko by dosięgała, nieudaczników, nierobów i wszelkich naciągaczy. A stworzenie takiego systemu opartego na obecnym systemie egzaminowania, nie powinno wygenerować znaczących kosztów.

BOGDAN STOJCZYK: Jestem instruktorem od 1991r. i jako wyjątek popieram pomysł dyrektora WORD- u z Łodzi, który chce podciąć gałąź, na której siedzi. Koledzy instruktorzy! Będziemy robić 5 min. egzaminy wewnętrzne i kursant będzie nam płacił za poprawki, do których dopuścimy go, np. po miesiącu. Jak w końcu będzie umiał na pewniaka opanować stres egzaminacyjny to dostanie propozycję zastawu na np. trzy egzaminu państwowego - resztę możemy sobie dopisać. WORDY opustoszeją i będą wypatrywać kandydatów na zdawanie. Lubiniak

TOMASZ INSTRUKTOR Z KOŁOBRZEGU: Dyskusja na powyższy temat jest jak walka z wiatrakami, z tym, że wiatrakiem jest pachnący korupcją system egzaminacyjny, w którym apogeum sięga właśnie pomysł płatności za nie zdany egzamin przez szkolę jazdy. Każdy wie, że nasza niska zdawalność wynika tylko i wyłącznie z dziwnych przepisów o egzaminowaniu i niejednoznacznej interpretacji przez egzaminatorów. W takim środowisku jest oczywistym, że to kursant przystępujący do egzaminu jest na straconej pozycji. Wystarczy tych samych kandydatów zapisać na egzamin w każdym innym kraju i odwrotnie ludzi po zaliczonym egzaminie np. w Niemczech postawić do egzaminu w Polsce, wtedy z tej relacji ustawodawcy w szczególności powinni wyciągnąć wnioski. Nadmieniam, że odpychanie patologii egzaminacyjnej w WORD-ach na szkoły jazdy jest enigmatyczne i nawet śmieszne, bo każdy wie że to właśnie WORDY mają największy zysk z oblanych egzaminów. Mam też nadzieję, że w Polsce zacznie w końcu funkcjonować normalność i w tej kwestii także, tak aby dyskurs na ten temat nie toczył się między jedną ze stron (egzaminatorzy) i ustawodawcą, ale właśnie w szczególności instruktorzy, ludzie niejednokrotnie z wyższym wykształceniem i przede wszystkim znający się na rzeczy. Po powrocie do kraju sam chcę się tym zająć. Pozdrawiam

INSTRUKTOR Z WROCŁAWIA: Tylko w dwóch krajach istnieje taka instytucja jak WORD w Polsce i na Litwie. W innych jest normalnie egzaminator przychodzi do szkoły i egzaminuje, ale nie u nas zaraz będzie korupcja. Według mojej obserwacji receptą na zdany egzamin jest: 20% wiedzy 40% odporność psychiczna kursanta i 40% egzaminator.

INSTRUKTOR:Jestem instruktorem z prawie 20-letnim stażem, przeszedłem wiele etapów zmian w szkoleniu kandydatów na kierowców, łącznie z weryfikacją kwalifikacji zawodowych (zawetowaną przez TK) i co? Za każdym razem, zmiany wiązały się z kosztami ponoszonymi właśnie przez tę grupę zawodową. Nie mylić z tym, że instruktor nauki jazdy to zawód znajdujący się w rejestrze. Coraz bardziej odczuwam "zawód" bycia instruktorem na drodze. Teksty "jak uczysz" słychać, gdy poruszamy się z dozwoloną prędkością. Super czyta się wiadomości, że Częstochowa jest oblężona przez pojazdy nauki jazdy. Szkoda, że w Łodzi tego nie widać. Nie ma dla nas poszanowania również w takich instytucjach jak WORD. Szkolenie prowadzę na terenie miasta Łodzi, gdzie egzaminy odbywają się w rejonie ciągu ulic wylotowych na Warszawę, Gdańsk, Katowice, gdzie kierowcy spoza Łodzi mają lęk przed skrzyżowaniem zwanym Rondem Solidarności. Chore jest usytuowanie WORD-u, więzienie, cmentarze. A WORD Łódzki znany z nowatorskich pomysłów dyrektora w zakresie opłat egzaminacyjnych, nie pozwala instruktorom, rodzinom na obserwację przebiegu egzaminu na placu manewrowym (płot maskujący). Jak łatwo domniemywać, żeby ukryć przed naszymi oczami, to co się wyczynia z egzaminowanymi. A teraz zadam pytanie. W jaki sposób w/g pomysłodawcy planowany jest obrót finansowy za opłaty egzaminacyjne (gotówka, przelew, płatność kartami płatniczymi itp.? A co z rozliczeniem podatkowym, przecież opłacając egzamin kursantowi otrzymuje On darowiznę? A czy komuś, kto proponuje wydawanie nie swoich pieniędzy nie powinno się bardziej przyjrzeć?