(Fot.: PD@N 312-4 jm)
Wbrew zapowiedziom ze skrzyżowań wciąż znikają zielone strzałki. Kierowcy klną, bo zmieniana sygnalizacja powoduje korki. Bardziej niecierpliwi kierowcy przejeżdżają na czerwonym.Wielu kierowców to dziwi, bo ponad rok temu minister infrastruktury Cezary Grabarczyk obiecywał, że przywrócił strzałki. Miejski inżynier ruchu Janusz Galas twierdzi jednak, że prawo wciąż nakazuje demontaż zielonych strzałek, jeśli do skrętu przeznaczone są dwa pasy ruchu. Jak czytamy w “Gazecie Stołecznej”: inż. Galas narzeka też na wprowadzone przed kilku laty przez Ministerstwo Infrastruktury przepisy, które zaostrzyły zasady dotyczące sygnalizacji świetlnych. Uważa, że to on powinien decydować, gdzie powinno się montować sygnalizatory do skrętu w lewo czy zdejmować zielone strzałki. - Te zasady były wymyślane przez specjalistów z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To, co jest dobre na trasach gdzieś w polu, często nie sprawdza się w wielkich miastach - argumentuje miejski inżynier ruchu. Maciej Wroński, który przez pewien czas odpowiadał w Ministerstwie Infrastruktury za wprowadzenie nowych przepisów, twierdzi, że przy skręcie z dwoma pasami nie powinno się montować zielonych strzałek. - Mimo obowiązku kierowcy zwykle się tam nie zatrzymują nawet na chwilę. Jeśli jednak ktoś się zatrzyma na jednym pasie, by przepuścić pieszego, to jest niebezpieczeństwo, że samochód na drugim pasie nie stanie - twierdzi. Zgadza się za to z inż. Galasem, że to miejscy urzędnicy powinni decydować, gdzie powinno się montować osobną sygnalizację do skrętu w lewo. Urzędnicy Ministerstwo Infrastruktury odpowiedzieli "Gazecie", że cały czas analizują kontrowersyjne przepisy. Zaznaczyli jednak, że nie dostali żadnych propozycji zmian od inż. Galasa ani innych przedstawicieli stołecznego ratusza.