Legislacja

Metoda „na walizkę”, czyli rzekome taksówki bagażowe

18 kwietnia 2011

Jak odnotowuje “Gazeta Stołeczna” w Warszawie odczuwalny jest nowy wysyp nielegalnych taksówek. Jeżdżą one bez licencji jako bagażówki. W tej nielegalnej taksówce na drzwiach brakuje Syrenki i żółto-czerwonego paska. Do tej pory taksówki udawał tzw. przewóz osób. - Teraz znaleźli przepis, który mówi, że licencji nie potrzeba "dla pojazdów do 3,5 tony w transporcie drogowym rzeczy". To jawna kpina z prawa, bo przecież nie wożą bagażu tylko pasażerów. Dla mnie wszystko jest jasne: chcesz wozić ludzi zarobkowo, musisz mieć licencję - denerwuje się jeden z licencjonowanych taksówkarzy. Jak twierdzi informator “Gazety Stołecznej” na "taksówki bagażowe" przerzucają się ci, którzy dotychczas jeździli jako "przewóz osób". Niedawna zmiana prawa dała przewoźnikom rok na wyrobienie licencji taksówkowej albo kupno większego, przynajmniej ośmioosobowego auta. Kierowcy ci często nie potrafią jednak zdać egzaminów (m.in. z przepisów i topografii miasta) lub są karani, a to ich dyskwalifikuje. - Zjawisko niby-taksówkarzy bagażowych dopiero się zaczyna, ale wkrótce może się rozrosnąć do ogromnych rozmiarów - przewiduje Paweł Biedrzycki, szef Super Taxi. Jak czytamy w dzienniku - na ten pomysł mieli wpaść szefowie korporacji, w których barwach jeździły auta "przewozu osób". Dotychczas to oni dostawali karę administracyjną za każdy niezgodnie z prawem oznakowany samochód (bez koguta na dachu, taksometru i nazwy firmy). Lewe taksówki może kontrolować Inspekcja Transportu Drogowego lub policja. - Kogoś, kto wozi pasażerów bez licencji jako taksówka bagażowa, możemy ukarać 3 tys. zł. Pasażer musi jednak zeznać, że zamówił normalny kurs a nie transport towaru - mówi Alvin Gajadhur, rzecznik Inspekcji.