Legislacja

Obowiązkowe szkolenie po niezdanym egzaminie? (2)

10 maja 2010

(1) Witam. Moim zdaniem, największa bolączką naszego "systemu" szkolenia kierowców jest jego obligatoryjność. Na kurs chodzi się po to, aby uzyskać zaświadczenie o jego ukończeniu. Bo to uprawnia do złożenia dokumentów w WORD. Tak naprawdę to nie ma żadnego szkolenia, jest sprzedawanie zaświadczeń o ukończeniu szkolenia. W kategorii B prawa jazdy ten problem jest stosunkowo najmniejszy. Dramat zaczyna się w innych kategoriach. W kategoria "E" jest TYLKO sprzedawanie zaświadczeń. Osoba powinna mieć możliwość zgłosić się na egzamin do WORD, z zaświadczeniem lekarskim i zaświadczeniem potwierdzającym odbycie szkolenia z pierwszej pomocy przedlekarskiej. W przypadku negatywnej oceny na egzaminie, będzie poszukiwać prawdziwej szkoły nauki jazdy, a nie miejsca do kupienia zaświadczenia. Będzie domagać się szkolenia, a nie zaświadczenia. W tej chwili, jedynym życzeniem kursanta jest dajcie mi zaświadczenie (z pominięciem zasad i prawa), a ja dam sobie radę. Dramat zaczyna się po którymś niezdanym egzaminie. Wtedy winni są wszyscy, ale nie instruktor i sam zainteresowany. Zaczyna się rozmowa o "systemie oblewania" w WORD. Pozdrawiam Andrzej W.

*

(2) Odnoszę wrażenie, że zmiany do projektu ustawy o kierujących pojazdami, tworzą głównie instruktorzy, a nie specjaliści ruchu drogowego z neutralnej stopy. Zamiast wymyślać koleje formy doszkalania kursantów i obciążania ich kosztami, powinno się stworzyć rozwiązania przerywające zależność zdawalności od poboru pieniędzy przez ośrodki. Jeżeli ten korelat będzie funkcjonował, to z zamkniętego koła nie będzie wyjścia. Nikt z pomysłodawców nie zadał sobie podstawowego pytania: Kto i jaki ma interes? Kursant chce zdać egzamin państwowy przy małych nakładach finansowych, a ośrodki tylko chcą szkolić, szkolić, długo szkolić i zarabiać. Panuje w kręgach instruktorów powiedzenie: "znowu brak ludków". Czy takie przedmiotowe podejście do nauczania jest właściwe? Nigdzie nie porusza się kwestii poziomu wykształcenia i wiedzy instruktorów. To oni właśnie na co dzień uczą ludzi i to o szerokim spektrum wieku i wiedzy. Zachowania wulgarne, chamskie nie powinny mieć miejsca, a mają. Gdzie kodeks etyczny? Ministerstwo najpierw powinno skupić się na całym mechanizmie edukacyjnym instruktorów, podnieść poprzeczkę wykształcenia, zmienić zasady funkcjonowania ośrodków, należycie interpretować przepisy dotyczące instrukcji szkolenia, zasad egzaminowania itp. Wprowadzić jak najszybciej prawidłowe komentarze i wytyczne do przepisów ruchu drogowego, które na dzień dzisiejszy mają bardzo dużo luk prawnych, niejasności i sprzeczności. W praktyce dochodzi do tego, że instruktorzy, egzaminatorzy mają problemy z interpretacjami tychże przepisów. Powinni mieć ministerialne komentarze do każdego budzącego wątpliwość artykułu. Należy zmienić zasady egzaminowania na kierowców, instruktorów i egzaminatorów. Instruktorzy bronią się, winiąc kursantów, ale tak naprawdę rozsądny człowiek wie, że właściwe podejście nauczyciela, pedagoga skutkuje efektami. Uważam, że dopiero poprawi się dziedzina zdawalności, korupcji i itp., kiedy kursanci będą lepiej szkoleni i kiedy wprowadzi się szkolenia państwowe w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego, rozbudowując je i wyposażając w wykwalifikowaną kadrę nauczycielską. Wówczas drastyczny do tej pory problem kwitnącej korupcji w świecie insrtuktorsko-egzaminatorskim, który jest przez władze bagatelizowany, znacznie uległby zmniejszeniu. Zniwelowanie łańcuszka kończącego się pozytywną oceną egzaminu państwowego zależną od płatności. Wtedy wyeliminuje się rosnącą patologię w tym sektorze edukacyjnym. Nie wymyślajcie kolejnych szkoleń dla kursantów, tylko zmieńcie funkcjonowanie całej struktury nauczania. Utworzony przez Ministerstwo Infrastruktury taki system, cały czas wysyła sygnały do opinii publicznej o swoim stanie chorobowym. Niech ustawodawcy nowatorskich przepisów, spojrzą na zagadnienia od strony kursanta, a nie instruktorów i egzaminatorów. Niech wczują się w sytuację osób, które nie zdały egzaminu państwowego tylko dlatego, że np. egzaminator musi mieć zgodną statystykę, bo go się na jej podstawie ocenia. Nie może za dużo przepuścić ani oblać, bo jest ustalona norma. A czy tak jest w rzeczywistości? Czy za każdym razem, egzaminatorzy trafiają na taką samą ilość zdolnych lub niezdolnych kursantów? Dlaczego nikt nie zainteresował się prosperitą ośrodków szkolenia kierowców, na co stać właścicieli i jakie sobie wymyślają i za co cenniki? Kursant ten biedny i ten bogaty, aby zdobyć prawo jazdy, nawet nie wie, że jest manipulowany od samego początku, od momentu zgłoszenia się do ośrodka aż do finiszu. Proponowane zmiany do projektu ustawy o kierujących pojazdami, ośmieszają tylko ich twórców, którzy wprowadzając hańbiące zmiany natury kosmetycznej, nie dostrzegają poważnego, dragońskiego problemu, nawołującego do diametralnej reformy szkolnictwa w zakresie uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami.

*

(3) Prowadzę naukę jazdy od 1978 r. i mam kilka wniosków wynikających z doświadczenia.

1. Przeprowadzam egzamin wewnętrzny i swoim podpisem poświadczam, że kandydat ma umiejętności wymagane w ustawie, (dlaczego egzaminator ocenia kandydata inaczej?), na pewno wielu instruktorów zna się dużo lepiej na szkoleniu niż młodzi ambitni egzaminatorzy. Ja po 5 min. wiem czy kursant umie, czy nie i bez sensu jest egzamin trwający określony czas i wykonanie wszystkich zadań. Wystarczyło by, żeby egzaminator wsiadł do samochodu z instruktorem na tylne siedzenie tak jak było kiedyś i jak jest w wielu normalnych krajach.

2. Egzaminatorem zostaje przypadkowa bezrobotna osoba, która ukończy 3 miesięczny kurs egzaminatorów, np. bezrobotna magister historii sztuki, która ma prawo jazdy kilka lat, ale nigdy nie miała samochodu, nigdy też nikogo taki egzaminator nie wyszkolił. (Przykład z internetu) Jedynym kryteriom w naborze egzaminatorów powinno być doświadczenie np. 5 lat jako instruktor. A instruktorem powinien być ktoś, kto ma doświadczenie udokumentowane w zawodzie kierowca.

3. Kontrolowanie OSK to kolejny absurd. Te krzyżyki w karcie zajęć czy są w odpowiednim miejscu, oglądanie samochodu przez kontrolującego? Przecież nie ma on uprawnień diagnosty to po co ogląda auto nie wystarczy dowód rejestracyjny z ważnym badaniem technicznym. Jaki cel ma kontrolowanie instruktora w czasie nauczania, czy kontrolujący ma uprawnienia instruktora? Czy szkolenie teoretyczne przeprowadzone na sali mniejszej niż wymaga ustawa jest nieważne? Czy słowo powinno oznacza to samo co musi? Dotyczy wymogu ustawo o szkoleniu po zmierzchu? I jeszcze więcej bubli prawnych w ustawie o szkoleniu kandydatów na kierowców, wynikających z tego, że biurokraci chcą wszystko wyregulować, a to ile metrów kwadratowych ma mieć sala wykładowa, że ma być oświetlona z oknami, ogrzewana z toaletą itd. A co jeżeli klient chce szkolić się u siebie w domu? albo w gaju oliwnym jak Chrystus czy jego nauki tez były by nie ważne? Co jeżeli OSK mieści się w centrum dużego miasta i kursant nie jest w stanie przejechać wymaganej liczby km w ciągu 2 godzin następujących po sobie, bo jest zakorkowane miasto? Dlaczego  Wydziały komunikacji (Gorzów) traktują jak wroga szkoły jazdy, przecież to my utrzymujemy biurokratów, to on biurokrata powinien być pomocny dla OSK. Ryszard W.

*

(4) Może ktoś z Szanownego LOBBY szkoleniowców i WORD-ów wytłumaczy mi co to znaczy JAKOŚĆ SZKOLENIA i na czym ona ma polegać w tym niereformowalnym polskim systemie szkoleniowo-egzaminacyjnym? A jak się ma do tego E-LEARNING- czyli szkolenie w domu z własnym komputerem? Czy wynik szkolenia zapewni ISO Ośrodka z multimediami czy wiedza i doświadczenie instruktora obsługującego te gadżety (na tle ścian z certyfikatami ośrodka) z kompetencjami poziomu 3 lat prawa jazdy bez żadnej praktyki. A gdzie egzaminacyjne testy sytuacyjne w czasie rzeczywistym? A gdzie egzaminy w miejscach powszechnie uznanych za tragiczne? A kto egzaminuje z praktycznego wyprzedzania na drodze nie mówiąc o zmianach pasa na drogach szybkiego ruchu pow. 100 k/godz.? Wystarczy przejechać przez Odrę..., aby się dowiedzieć. W którym kraju UE szkolenie i egzaminowanie odbywa się z prędkościami średnio 40 k/godz., kiedy wszyscy pozostali uczestnicy ruchu jeżdżą co najmniej dwa razy szybciej? Przecież po skończonej pracy KAŻDY z szanownych nadętych panów instruktorów i egzaminatorów odjeżdża samochodem 2 do 3 razy szybciej jak przed chwilą sam szkolił czy egzaminował . Już może, bo WIELKI BRAT nie patrzy... Ta hipokryzja daje przerażający po tym wynik "rzeczywistej zdawalności" w postaci śmiertelnych statystyk na drogach świeżo upieczonych kierowców z LICENCE TO KILLl uzyskanej w majestacie prawa polskiego, które przede wszystkim ma służyć do robienia bussinesu lobby z różnych stowarzyszeń pod sztandarami jakości i bezpieczeństwa . W piśmie powyżej już podzielili się tortem pn. SZKOLENIE. Wystarczy podpis Pana Ministra i zatrą ręce. Zmienić SYSTEM i to zaraz kto za? Za chwilę i tak będzie za późno, chyba że wreszcie UE dobierze się wszystkim do d... i wprowadzi to co od dawna funkcjonuje w jej krajach. Rozsądek Niezrzeszony