Legislacja

Paweł Żuraw. Cena minimalna - glos w dyskusji

15 kwietnia 2015

899519a4307d3e503eeb39dde4c7e43382943d3b

‹ Dr inż. Paweł Żuraw - właściciel Ośrodka Szkolenia Kierowców “ŻURAW” w Świdnicy. Czynny instruktor nauki jazdy od 1998 r. Posiada uprawnienia instruktorskie kat. A, B, C, D, kwalifikacje instruktora techniki jazdy kat. B, C oraz uprawnienia egzaminatora kat. B. Pracownik naukowo - dydaktyczny Społecznej Akademii Nauk w Łodzi - Wydziału Zamiejscowego w Świdnicy.

(516-60 fot. ze zbiorów autora)

Problem ceny minimalnej od pewnego czasu wywołuje wiele emocji w branży szkolenia kandydatów na kierowców. I nie można się temu dziwić, patrząc chociażby na to, co dzieje się w branżach bezpośrednio współpracujących z ośrodkami szkolenia kierowców. Przykładem są badania lekarskie czy egzaminy państwowe na prawo jazdy. Stałe (sztywne) i pozwalające na w miarę godne funkcjonowanie stawki za wykonywane usługi, są powodem “wzrostu apetytów” szkoleniowców, którzy patrząc na to wszystko, prawie jednym głosem stwierdzają, że przecież też mają prawo do godnego funkcjonowania w biznesie, a w konsekwencji do godnego życia.

Skoro lekarze badający kandydatów na kierowców czy WORD-y mają ustawowo zagwarantowaną stawkę za wykonywaną pracę, to w mniemaniu instruktorów dlaczego nie można byłoby wdrożyć tego pomysłu w obszarze szkolenia przyszłych kierowców? Czasy, w jakich przyszło nam pracować, nie są łatwe. Wszyscy o tym doskonale wiemy. Każdy chce zarabiać na prowadzeniu własnej działalności gospodarczej. Chyba nie ma w tym nic dziwnego - taka jest jej istota i cel.

Patrząc na powyższy problem bardzo wnikliwie, można powiedzieć, że takie pojęcia jak: “zarabianie na szkoleniu” czy “OSK - jako działalność gospodarcza” już chyba dawno się zdewaluowały. Czy one jeszcze dzisiaj cokolwiek znaczą? Chyba... niewiele. A szkoda, bo zakładając nasze firmy szkoleniowe wszyscy mieliśmy nadzieję, że z biegiem lat będą się one rozwijać, może nawet dynamicznie, a nie zwijać. Nikt z nas wówczas nie myślał, że nadejdą niepewne czasy, bo przecież trudno na starcie nastawiać się pesymistycznie.

Nie będę ukrywał, że osobiście bardzo czułbym się usatysfakcjonowany, gdyby udało się przeforsować pomysł usankcjonowania ceny minimalnej dla jednej godziny jazdy szkoleniowej. Wyrażam przekonanie, że na pewno skorzystałoby na tym wiele dobrych, profesjonalnie działających ośrodków, które obecnie przeżywają kryzys.

Ale jest to tylko jedna strona medalu. Ta druga jest nieco mniej przyjemna. Na problem ceny minimalnej trzeba spojrzeć z pewnym dystansem i przede wszystkim realizmem. W głębi serca wszyscy byśmy sobie życzyli, aby cena minimalna obowiązywała. Może byłoby to lekarstwo na uzdrowienie branży? W tym kontekście należałoby baczniej przyjrzeć się problemom, które z punktu widzenia szkoleniowców, niekoniecznie mogą wydawać się wygodne. Nie chodzi o to, aby poprzez taką argumentację tworzyć dodatkowy zamęt w środowisku, którego i tak już jest dużo. Nie taka jest intencja. Chodzi tak naprawdę o zastanowienie się nad tym, co można zrobić z czymś, co niekoniecznie ma szansę powodzenia.

Chyba raczej trzeba porzucić marzenia o tym, że Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zmieni swoje stanowisko w sprawie ceny minimalnej, pomimo że wcześniej pojawiały się z jego strony obietnice, że jest to kwestia, nad którą warto się pochylić i rozpocząć dyskusję. Pewne zapowiedzi poszły w eter, więc nie można się dziwić, że apetyty przedstawicieli branży OSK wzrosły. Po co więc wzbudzać emocje, rodzić nadzieje, wiedząc, że sprawa jest bardzo delikatna, a w mniemaniu Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, może nawet niemożliwa do realizacji?

Patrząc realnie na kwestię ceny minimalnej warto zadać sobie zasadnicze pytania, które już wielokrotnie pojawiały się podczas licznych dyskusji na ten temat. Jak na przykład odpowiedzieć na argument, że na wprowadzeniu ceny minimalnej skorzystałyby słabe i przeciętne OSK oferujące za “w miarę” wysoką cenę niską jakość? Taką sytuację mogliby wykorzystać (i tutaj przepraszam za wyrażenie) tzw. spryciarze, żeby nie powiedzieć cwaniacy, którzy tylko szukają sposobności, aby oszukać swoich klientów. Pojawia się więc kolejne pytanie: Czy rzeczywiście poziom rzetelności i wiarygodności polskich OSK jest na tyle wysoki, aby nie obawiać się, że jacyś spekulanci nie wykorzystają ceny minimalnej do zachowań nieuczciwych?

Chcę wierzyć, że polscy instruktorzy postępują według zasad etyki zawodowej i że spekulantów i naciągaczy w naszej branży jest znikomy procent. Jednak “czarne owce” (jak to w życiu bywa) pojawiają się wszędzie, co sugeruje, że tak naprawdę etyka może okazać się wyłącznie teoretyczną mrzonką. Piszę to na bazie własnych doświadczeń, gdzie wielokrotnie gryzie mnie sumienie, że coś w tym szkoleniu mogłem zrobić lepiej, a w rzeczywistości poszedłem na łatwiznę. To wszystko uczy mnie wielkiej pokory i jednocześnie uświadamia mi, że do prawdziwej etyki jest mi bardzo daleko.

Czytając opinie znakomitych przedstawicieli naszej branży, z wieloma się w pełni zgadzam. To są bardzo mądre i rozsądne głosy poparte głębokimi przemyśleniami oraz wieloletnim doświadczeniem pracy w branży. Można się w pełni zgodzić z twierdzeniem, że tam gdzie chodzi o bezpieczeństwo, nie może tego regulować wolny rynek. Instruktorzy wyraźnie podkreślają, że cena minimalna nie jest wystarczającym lekarstwem na zło i patologię jakie zagnieździły się w naszym środowisku. Słyszalne są głosy, że od czegoś trzeba zacząć.

Tak! To prawda! Od czegoś trzeba zacząć! A może sami powinniśmy zewrzeć szeregi i pokazać ministerstwu, że jesteśmy solidarni i wiarygodni? Czy bylibyśmy na tyle otwarci, na tyle skłonni, aby poddać się próbie polegającej na tym, że we własnym środowisku branżowym postaramy się utrzymać poziom ceny rzetelnej, skalkulowanej do poziomu poniesionych kosztów? Specjalnie nie użyłem stwierdzenia “umówienie się na ustalenie ceny minimalnej”, żeby nie padło posądzenie o tzw. zmowę cenową.

Zanim więc zdecydujemy się (jak niektórzy instruktorzy zapowiadają) wyjść na ulicę w ramach protestu (co według mnie nie jest dobrym rozwiązaniem), zastanówmy się czy nie należałoby zdać egzaminu z ceny minimalnej, nie oglądając się na ministerstwo? Zacznijmy solidarnie szanować swoją pracę. To nawet jest nasz obowiązek. Mam świadomość tego, że niniejszy apel może dla niektórych osób wydać się nierealny i oderwany od rzeczywistości. Wiem, że mogą pojawić się głosy, że to się nie uda, że nie ma takiej możliwości. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć!

Czy jesteście Państwo gotowi solidarnie, dżentelmeńsko ustalić na tzw. dobry początek cenę za kurs prawa jazdy kat. B w wysokości - tej najniższej i na razie najbardziej bezpiecznej - 1400 zł? Jeszcze raz powtarzam, to nie jest umówienie się na konkretną cenę. To nie jest nawoływanie do zmowy. To jest propozycja zmiany mentalności i zachęcenie do myślenia w kategoriach EKONOMICZNYCH. Oczywiście, należy się wielki szacunek wobec tych instruktorów, którzy zdecydują się na skalkulowanie ceny usługi szkoleniowej (świadomie nie używam słowa “ustalenie”) większej niż 1400 zł. Można wówczas byłoby dumnie rzec: “Chwała bohaterom”! “Chwała odważnym”!

Nauczmy się uczciwie, powtarzam - uczciwie i rzetelnie kalkulować swój biznes. I róbmy to solidarnie. Wspierajmy się w tym, bo przecież to jest nasza przyszłość! Szanujmy siebie i swoich kursantów! Niech nam się dzięki takim działaniom chce rzetelnie pracować. Czy jest w tym coś złego? Jak na początek, te skromne 1400 zł nie stanowi przecież ceny zaporowej. To nie jest obdzieranie ze skóry naszych kursantów. Dlatego spróbujmy, pokażmy, że potrafimy. Nie oglądajmy się na Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju.

Zapraszam więc i zachęcam do odważnych poczynań, zwłaszcza te OSK, które są zrzeszone w organizacjach branżowych. Byłby to znak, że chcemy postawić na realną jakość. Czy wówczas należałoby się bać zaostrzenia kontroli zapowiadanych przez ministerstwo? Jeżeli ktoś pracuje rzetelnie, stawia na jakościowe usługi i do tej jakości kalkuluje cenę, nie może się niczego bać. Nie dajmy się zwariować! Kontroli powinni się obawiać wyłącznie ci, którzy coś ukrywają i omijają prawo. Właśnie niech te zapowiadane kontrole będą dla nas największym motywatorem. Pokażmy, że jesteśmy rzetelni, że potrafimy działać zgodnie z prawem i jeszcze potrafimy na tym zarabiać.

Jeżeli ktoś czuje się urażony niniejszym apelem, a raczej zaproszeniem - uwaga, nie do zmowy cenowej - lecz solidarnego myślenia w kategoriach ekonomicznych, pragnę podkreślić, że słowa te w pierwszej kolejności kieruję do siebie, jako człowieka, który w prowadzeniu OSK wciąż dojrzewa i który wciąż dostrzega ile w sobie jeszcze musi zmienić.

Z wyrazami największego szacunku do wszystkich szkoleniowców Paweł Żuraw

Źródło