Legislacja

Prawo jazdy miał od trzech miesięcy. Kolega nie żyje

29 listopada 2012

cd6679f01d3bd50158d22f76047b0841526c5136

(Fot.: PD@N 448-71kmpelblag)

Dominik T., uczeń jednej z elbląskich szkół średnich, który prawo jazdy miał od trzech miesięcy stanął przed sądem. Dlaczego? Otóż na wąskiej, krętej i pełnej dziur drodze rozpędził pojazd do 122 km/godz. Na łuku stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z drogi i uderzył w trzy drzewa. Zginął jego 19-letni kolega, a 19-letnia dziewczyna - druga pasażerka - odniosła poważne rany. Sąd ogłosił wyrok - młody kierowca nie trafi za kratki za spowodowanie wypadku ze skutekiem śmiertelnym. Kara to 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata, 5 lat zakazu prowadzenia pojazdów. Dodajmy, iż na wyrok w takim wymiarze zaproponował adwokat oskarżonego, a zgodzili się na nią zarówno pokrzywdzeni jak i prokuratura. Sąd karę uznał za sprawiedliwą. Inne zdanie ma ojciec nieżyjącego Łukasza T., który zmarl w wyniku doznanych licznych obrażeń. Mówi - wyrok jest za maly na to, co zrobił. Oskarżony nie czekał na ogłoszenie wyroku i opuścił budynek sądu. - Niewłaściwa jest nieobecność oskarżonego na ogłoszeniu wyroku, chociaż nie ma takiego obowiązku. W uznaniu sądu oskarżony powinien zostać w sali, żeby usłyszeć to, co uczynił i uzasadnienie wyroku - mówił sędzia Krzysztof Chybicki. Nieobecność ta okazała się bulwersują tym bardziej, iż podczas składania wyjaśnień, nastolatek przepraszał, choć w prokuraturze nie przyznał się do winy.