Legislacja

Pseudotaksówkarze i wadliwe prawo

28 kwietnia 2010

d16f8fd22a9804c8b54d2d2d4db4ad65b7cdfcd6

(Fot.: PD@N 338-8) ^ Przy kładce nad ul. Lubicz w Krakowie, doskonale widoczni dla podróżnych wychodzących z dworca pseudotaksówkarze udają, że jest tu postój taksówek. Za przejechaną trasę potrafią wystawić rachunek opiewający na 90 zł za kilometr. Uwaga – na szybie mają wywieszony cennik, a na nim wyraźnie, choć małymi literami, ile taki kurs może kosztować. Napis sugerujący lokalizację postoju, który początkowo był umocowany na starych “maluchu”, później umocowany został na pojazdach “pseudotaksówkarzy” i brzmiał: “To nie jest postój taksówek ani TAXI”. Z daleka widoczny był tylko napis TAXI.

W krakowskim sądzie odbyły się trzy rozprawy pseudotaksówkarza Edwarda Z. przeciwko klientom, którzy nie zapłacili horrendalnych cen za kursy. Przypomnijmy: Edward Z. żądał od swoich klientów olbrzymich stawek za kursy. Pasażerowie, którzy wsiadali do jego samochodu, byli nieświadomi, jak wywindowany jest cennik. Często nie mieli nawet przy sobie tyle gotówki, by zapłacić rachunek. Edward Z. dawał im wtedy do podpisania zaświadczenie o zadłużeniu oraz zobowiązanie do spłaty długu, a także 50-proc. odsetek za każdy dzień zwłoki. We wszystkich sprawach sąd oddalił pozew pseudotaksówkarza, uzasadniając, że takie umowy jak te objęte pozwem są niezgodne z zasadami współżycia społecznego, a kwota żądana przez Edwarda Z. jest rażąco zawyżona w stosunku do świadczonej usługi. Prokuratura postawiła już Edwardowi Z. zarzuty z art. 286 kodeksu karnego - oszustwa, wyłudzenia i działania na szkodę klientów. Pseudotaksówkarz do niczego się nie przyznał i wciąż twierdzi, że działa zgodnie z przepisami, że swoje usługi wykonuje zgodnie z kodeksem karnym i przepisami ustanowionymi przez radę miasta.. Wydaje się, że nadal nic nie robi sobie z zarzutów. Po wczorajszych rozprawach zwyczajnie wrócił do pracy, zamontował na swoim audi żółto-niebieską tablicę "taxi" i na ul. Lubicz dalej czekał na swoich klientów. Pseudotaksówkarzowi grozi do ośmiu lat więzienia.

Przewóz osób w pierwotnej wersji odnosił się do przewozów okazjonalnych, czyli np. na ślub. Przewóz osób na zasadzie taxi jest zgodny z prawem, ale niezgodny z ideą ustawodawcy, który poprzez niedoprecyzowanie przepisów umożliwił powstanie przewozu osób działającego jak taksówki. Doprowadziło to do tego, że powstały firmy wożące taniej klientów niż taxi, ale też kierowcy naciągający klientów. Redakcja “Gazety pl” zapytała Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czy może w jakiś sposób stanąć w obronie oszukiwanych klientów "przewozu osób". - Osoba korzystająca z takiego samochodu działa na własne ryzyko. Jeżeli wsiada do takiego auta, to tak, jakby podróżowała autostopem, ale na końcu musi za niego zapłacić - usłyszeli w UOKiK. Ustawa nie chroni osób, które dokonują nieprzemyślanych, nieracjonalnych decyzji. A taką - w rozumieniu UOKiK - jest skorzystanie z "przewozu osób", który nie ma oznaczeń firmowych. Przez luki w prawie kierowców "przewozu osób" nie obowiązują przepisy takie jak taksówkarzy i mogą oni narzucać dowolne ceny za kurs. Muszą jednak albo słownie informować przed podróżą klientów o swoim cenniku, albo mieć widoczne informacje o cenach na aucie. Walka z nieuczciwymi przewoźnikami trwa w Krakowie już kilka miesięcy.