


(Fot.: PD@N 404-34-36jm)
W Olsztynie przy ul. Dworcowej trwa spór: cześć mieszkańców uzyskała decyzję ustawienia znaku zakaz zatrzymywania pod swoim blokiem, pozostali chcą tam parkować. Aby uniemożliwić parkowanie pojazdów - często na trawie - najpierw wzdłuż krawężników postanowiono zamontować płotki. Zarząd Zieleni Miejskiej, który jest właścicielem terenów przylegających do budynku, wzywał wspólnotę do zlikwidowania albo przesunięcia barierek o pół metra, tak by stały nie na krawędzi jezdni, ale na trawniku. Bezskutecznie. Wspólnota na to się nie zgodziła, bo gdyby barierki stały w innym miejscu, kierowcy znów mogliby parkować. W końcu przeciwnicy parkowania wysłali do Zarządu Zieleni Miejskiej wniosek o ustawienie w uliczce znaku zakazu zatrzymywania. Znak stanął. Kierowcy mają problem. Gdy kierowcy nadal stawiali samochody mimo zakazu, któryś z sąsiadów zadzwonił po straż miejską. Strażnicy przyjechali i kilkudziesięciu osobom wystawili pouczenia. Na razie strażnicy wstrzymują się z wystawianiem mandatów. - Wystąpiliśmy do zarządcy terenu, żeby określił, co właściwie chciał osiągnąć przez ten zakaz. Prawo daje nam możliwość, by w razie wątpliwości wstrzymać się z karaniem do wyjaśnienia sytuacji - tłumaczy Jarosław Lipiński, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Olsztynie.
To prawdziwa wojna domowa, która utrudnia mieszkańcom zgodne życie w swoim domu. Takich miejsc jest niestety wiele. Potrzeba porozumienia, zgody. Jednak popatrzmy na powyższe fotki, czy rzeczywiście właściciele pojazdów powinni tak parkować? Ci z fotografii robią to od lat, czują się bezkarni, obok osiedla parking dla jego mieszkańców. Jednak tam trzeba zapłacić! I trzeba przejść do niego te kilkanaście metrów! Czy rzeczywiście nie powinni otrzymać mandatów?