(278-5)
W przyszłym tygodniu posłowie z sejmowej podkomisji infrastruktury zajmą się tzw. ustawą fotoradarową, która przewidywała wysokie kary finansowe dla zbyt szybko jeżdżących kierowców, lecz znosiła punkty karne. Autorzy przepisów z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego proponowali, że za przekroczenie prędkości w mieście o 5 do 10 km/godz. kierowcy grozić będzie 100 zł kary, za ponad 50 km/godz. zaś mandat wyniesie 1000 zł. Jednocześnie na drogach postawionych ma zostać w najbliższym czasie kilkaset nowych fotoradarów. Oba rozwiązania miały skutecznie zniechęcić kierowców do szarżowania. To dlatego, że jak wynika z policyjnych statystyk, nadmierna prędkość jest przyczyną co trzeciego wypadku w Polsce, a w co drugiej takiej tragedii ktoś traci życie. Posłowie są jednak innego zdania. Według nich kary nakładane przez GITD są zbyt wysokie. Zaproponowali więc nowy taryfikator. Zamiast tysiąca maksymalna opłata wyniesie 700 zł, przekroczenie prędkości w mieście o 20 km/godz. kosztować będzie 300 zł zamiast 400 zł, największa kara za piractwo na autostradzie to zamiast 700 zł jedynie 500 zł. - Wysokie kary mogłyby okazać się zbyt dotkliwe np. dla właścicieli małych firm, gdzie jednym samochodem jeździ kilku kierowców, którym zdarza się łamać prawo - tłumaczy się absurdalnie Stanisław Żmijan z PO, wiceszef komisji infrastruktury. Podobnego zdania jest też opozycja. - A kary płaci szef firmy, do którego auto należy. - Przecież dla większości Polaków zapłacenie 700 zł to i tak bardzo dużo. Kierowcy, którzy mogą pozwolić sobie na beztroskie płacenie mandatów tej wysokości lub wyższych, są w mniejszości - przekonuje Wiesław Szczepański z SLD, wiceszef komisji. Za obniżeniem kar jest zarówno PiS, PSL, jak i PO. Posłowie nie mogą dogadać się w sprawie nakładania na kierowców punktów karnych ani odbierania praw jazdy. - Na najbliższym posiedzeniu przygotujemy pewnie dwa projekty ustawy. Jeden, który przewiduje tylko kary finansowe, i drugi, zakładający także odbieranie prawa jazdy, a może i punkty karne - mówi poseł Żmijan z PO. Policjanci, którzy przyglądają się pracy sejmowej komisji, nie kryją jednak rozczarowania.
- Niższe kary na pewno nie pomogą w walce z piratami drogowymi - ocenia insp. Mariusz Wasiak z KGP.
Na pomyśle posłów suchej nitki nie zostawia Janusz Popiel, prezes Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych. - Najbardziej agresywni i niebezpieczni są na drogach właściciele drogich, szybkich samochodów, których wysokie mandaty miały uderzyć po kieszeni. Teraz posłowie tłumaczą, że kary nie mogą być drastyczne, bo kierowcy na nich ucierpią. Idąc tym tokiem myślenia, można dojść do wniosku, że biedne społeczeństwo nie musi przestrzegać prawa w ogóle.