Legislacja

Szkolenie zwane kwalifikacją wstępną

12 czerwca 2008

Brak programów szkolenia i ośrodków wydających certyfikaty. Przewoźnikom samochodowym znikają zyski, a na dodatek z powodu błędów w rozporządzeniu Ministerstwa Infrastruktury nie będą mieli nowych kierowców. Żaden nie otrzyma dokumentów dopuszczających do zawodu – czytamy w “Rzeczpospolitej”. Każdy świeżo upieczony kierowca, który będzie chciał pracować za kierownicą autobusu, już od 10 września musi mieć zaliczone szkolenie zwane kwalifikacją wstępną. Za rok taki sam obowiązek będzie dotyczył także młodych kierowców samochodów ciężarowych. Będą musieli zaliczyć kurs trwający co najmniej 140, a maksymalnie 280 godzin, w tym 20 godzin jazd, z których do ośmiu powinno być przeprowadzone w warunkach szczególnych, czyli np. na płytach poślizgowych. W ciągu kolejnych pięciu lat wszyscy zawodowi kierowcy będą musieli odbyć podobne szkolenie, ale trwające krócej, bo 36 godzin. Nie ma jednak programów nauczania, instruktorów, ośrodków szkolenia kierowców zawodowych i doskonalenia techniki jazdy samochodem (ODTJ). Brakuje rozporządzeń, a błędy w już wydanym rozporządzeniu uniemożliwiają rozpoczęcie szkoleń. Ministerstwo nie widzi problemu, ale przeciwnego zdania są specjaliści od transportu międzynarodowego. Firma, która zatrudni młodego kierowcę bez wymaganego szkolenia, musi się liczyć z wysoką karą pieniężną, a za granicą każdy pojazd prowadzony przez kierowcę nieposiadającego kwalifikacji będzie zatrzymany – ostrzega prawnik Maciej Wroński. Rządowi polskiemu grożą także sankcje finansowe ze strony Komisji Europejskiej za niewdrożenie unijnej dyrektywy wprowadzającej te szkolenia. Z blisko dwuletnim opóźnieniem, bo dopiero 5 maja tego roku, weszło w życie rozporządzenie mówiące o zasadach przygotowania instruktorów dla ODTJ oraz o wymaganiach, jakie ma spełniać taki obiekt. Do tej pory Departament Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury nie wydał rozporządzenia określającego sposób szkolenia kierowców zawodowych, w tym programu szkolenia prowadzonego w ODTJ. Fachowcy uważają, że rozporządzenie o przygotowaniu instruktorów nie przyczyni się do zmniejszenia liczby ofiar na drogach, lecz przeciwnie – zwiększy ilość wypadków. – Wymaga się podczas szkolenia, aby kursanci np. hamowali na łuku z naczepą-cysterną, jadąc z prędkością powyżej 30 km/h. Tymczasem na takim łuku cysterna przewraca się już przy 28 km/h, gdy zdejmie się nogę z gazu, nie mówiąc o hamowaniu. Chciałbym zobaczyć, jak to ćwiczenie wykonuje osoba, która je wymyśliła – mówi Rafał Buchcar szkolący w bezpieczniej jeździe 500 kierowców rocznie. – Rozporządzenie każe poznawać nad- i podsterowność samochodów, zachęcając do agresywnej jazdy, a nic nie mówi o unikaniu zderzeń, w tym najechaniach, które w Europie są najczęstszą przyczyną wypadków ciężarówek. Żaden z uczestników naszych kursów nie zahamował na dystansie, który sam sobie wyznaczył – dodaje Buchcar i podkreśla, że rozporządzenie ministerstwa wygląda na sabotaż transportu drogowego. Departament Transportu nie konsultował swoich pomysłów nawet z Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, które ma jeden z najwyższych poziomów szkoleń w Europie. W ciągu 11 lat działalności przeszkoliło ok. 900 motocyklistów. – Zginęło dwóch i to nie ze swojej winy – mówi Krzysztof Duszkiewicz, szef zakładu szkoleń.

Maciej Wroński uważa, że niezbędna jest nowelizacja ustawy o transporcie drogowym, w której powinien się pojawić dwuletni okres przejściowy zawieszający treningi kierowców zawodowych w warunkach szczególnych, co jest dopuszczone przez prawo unijne. Konieczna jest także nowelizacja ustawy – Prawo o ruchu drogowym, aby obecnie funkcjonujące ODTJ mogły działać legalnie. Decyzję o zmianach ustawowych należało jednak podjąć we wrześniu ubiegłego roku, gdy już wtedy wiadomo było o opóźnieniach.