We wrześniu ubiegłego roku w okolicach miejscowości Stropkowo (woj. Mazowieckie) wydarzył się wypadek drogowe, w którym szereg poważnych obrażeń odniósł europoseł Jarosław Wałęsa. Europoseł jechał sportową Hondą CBR1000 z Gdańska do Warszawy. Wówczas nie był znany przebieg przebieg wypadku, jego przyczyna itd. Nie było świadków. Dzisiaj sprawa jest już na wokandzie sądowej, a kary roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, grzywny i nawiązki 10 tys. zł zażądał prokurator dla kierowcy toyoty oskarżonego o nieumyślne spowodowanie wypadku. Oskarżonyo Tadeusz M. nie przyznaje się do winy. Sąd Rejonowy w Sierpcu, gdzie toczył się proces. Za nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego, którego skutkiem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu, grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Kierowca toyoty, jest oskarżony o to, że wyjeżdżając na drogę zza stojącej na poboczu ciężarówki i wykonując manewr zawracania nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu motocyklowi co doprowadziło do zderzenia.W wyniku wypadku. - Czuję się niewinny - powiedział przed sądem Tadeusz M. Jego obrońca, mecenas Konrad Kulpa przekonywał, że wynikający z przepisów o ruchu drogowym i podnoszony przez prokuratora wymóg zachowania szczególnej ostrożności dotyczy nie tylko kierowcy toyoty, ale także Wałęsy - kierowcy motocykla. Sugerował, że Wałęsa wybrał tę konkretną drogę, gdyż tego dnia, gdy doszło do wypadku, spieszył się. Kulpa zakwestionował wartość opinii wydanej ws. wypadku przez biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, twierdząc, że opracowanie to nie jest rekonstrukcją zdarzenia, a wnioski wykraczają poza kompetencje ekspertów. Wyrok zostanie ogłoszony 5 listopada br.