Miasta każą sobie płacić za używanie nieodśnieżonych miejsc parkingowych, za nieprzestrzeganie zaśnieżonych znaków karze policja. Czy to legalne?Jeśli znaki są niewidoczne, to nie sposób karać za ich łamanie twierdzą sędziowie. Około połowy miejsc parkingowych położonych w płatnej strefie nie nadaje się do użytku są albo zaśnieżone, albo stoją w kałuży. Czy za tak mały komfort postoju miasto legalnie pobiera pieniądze? Jesteśmy zobligowani do kontroli opłat parkingowych tłumaczy nam Urszula Nelken, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. Gdyby w ustawie znalazł się przepis pozwalający na odstąpienie od kontroli opłat za parkowanie w trudnych warunkach atmosferycznych, z pewnością byśmy z niego korzystali zapewnia "Rzeczpospolitą" Monika Niżniak, rzeczniczka warszawskiej Straży Miejskiej. Co więc ma zrobić kierowca, który z trudem wjedzie na miejsce parkingowe i musi wykonać nie lada akrobacje, by wysiąść z auta? Opłatę wnosi się za korzystanie z miejsca parkingowego w wyznaczonej strefie. Jeśli więc ktoś wjechał na miejsce, to oznacza to, że z niego korzysta. Powinien więc zapłacić tłumaczy sędzia Marcin Łochowski. Dodaje jednak, że jeśli przy utrudnionym wysiadaniu kierowca czy jego pasażer złamie nogę lub poniesie inną szkodę, odpowiedzialność na zasadach ogólnych ponosi zarządca terenu.
Co zrobić, kiedy kierowca złamie przepisy z powodu niewidocznego, przykrytego warstwą śniegu znaku narysowanego na drodze, np. podwójnej linii ciągłej? Policjant powinien odstąpić od ukarania, ponieważ nie można karać mandatem kierowcy, który wprawdzie nie zastosował się do znaku, ale nie dlatego, że go zlekceważył, tylko dlatego, że był niewidoczny wyjaśnia sędzia Łochowski. Dużo trudniej uchronić się jednak od mandatu np. za złe parkowanie, kiedy kierowca pozostawi samochód na przejściu dla pieszych czy na tzw. zakazie. Nawet jeśli pasy są przykryte śniegiem, bez mandatu się nie obejdzie tłumaczy Jakub Jackiewicz z radomskiej drogówki. Powód? Obok oznaczenia poziomego przejście dla pieszych ma też oznaczenie pionowe, które raczej trudno przykryć śniegiem. Podobnie jest przy złamaniu zakazu zatrzymywana się. Jackiewicz mówi też, że tylko nieliczne znaki na drodze mają pojedyncze poziomie oznaczenia.
Komentuje prof. Michał Kulesza z UW: Samorząd ma obowiązek pozyskiwać dochody i pilnować wydatków. Czasami jednak fiskalizm i gorliwość urzędników są nadmierne. Proszę mi jednak wierzyć, że to nie jest wina złego prawa, tylko sposobu myślenia. To sprawy kulturowe, których nie da się załatwić przepisami. Władza ma pewną możliwość uznaniową i korzysta z niej tak jak uważa. Ale są sytuacje, w których o uznaniowości nie ma mowy. Jeśli jedziemy drogą, na której nie widać znaków poziomych, bo przykrywa je śnieg, to dla nas, kierowców, ich po prostu nie ma. I o jakim karaniu w takiej sytuacji w ogóle mówimy? Inaczej jest z parkowaniem.