Legislacja

„Zielona strzałka” wcale nie jest potrzebna

15 kwietnia 2008

Na skrzyżowania polskich dróg powrócą zielone strzałki zezwalające kierowcom na skręt w prawo na czerwonym świetle. Mają rozładować korki. Czy jednocześnie zwiększą liczbę wypadków? Urzędnicy dowodzili, że likwidacja strzałek poprawi bezpieczeństwo, bo rozpędzone samochody wpadały na przejścia dla pieszych. Ale statystyk, które by to potwierdziły, nikt nie sporządził. - Wielu kierowców nie stosowało się do przymusu zatrzymania pojazdu przed wjazdem na skrzyżowanie. Zamiast zmieniać zachowania kierowców, po prostu postanowiono zlikwidować strzałki - mówi Andrzej Bogdanowicz, dyrektor departamentu transportu drogowego Ministerstwa Infrastruktury. Następne pięć lat pokazało, że likwidacja strzałek wcale nie zmniejszyła liczby wypadków. Ale za to zakorkowała miasta. Dlatego teraz strzałki mają wrócić. - Na pewno w wielu miejscach poprawi to warunki na drogach - przekonuje mgr inż. Anna Zielińska z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Instytutu Transportu Samochodowego. Ale nie wszyscy na nie czekają.

- Nie brakuje głosów, że kierowcy znów zapomną, że po drodze poruszają się także piesi czy rowerzyści. Tym bardziej, że gdy zdejmowano strzałki w większości miast znacznie przybyło ścieżek rowerowych. A na nich rowerzyści przed przejściem dla pieszych nie muszą się zatrzymywać. - I oni będą narażeni na poważne niebezpieczeństwo - mówi Janusz Popiel ze stowarzyszenia Alter Ego działającego na rzecz ofiar wypadków. - Kierowcy zapominają, że zielona strzałka oznacza: zatrzymaj się. Żeby to wymusić, musielibyśmy razem ze strzałkami montować kamery, a policja od razu powinna surowo karać tych, którzy to lekceważą. - Odmienną kwestią jest kultura polskich kierowców. Warunki na drogach i nieżyciowe przepisy coraz bardziej nas frustrują. I dlatego je łamiemy. Tym bardziej, że nie mamy poczucia, że kara za to - jak za skręt w prawo bez zatrzymania - jest nieuchronna - podsumowuje psycholog transportu dr Adam Tarnowski z UW. Grzegorz Łopicki, redaktor magazynu internetowego rower.com, nie jest jednak strzałkom przeciwny. - Problemem nie są same strzałki, a jedynie zachowanie kierowców korzystających z tego udogodnienia. Moim zdaniem winne są szkolenia młodych kierowców, podczas których nie uczula się ich wystarczająco na bezpieczeństwo - podsumowuje.

- Przywrócenie zielonych strzałek na skrzyżowania polskich miast jest złe. Nie zgadzam się na przyzwalanie kierowcom wjeżdżania na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Bo nie wierzę, że zachowają się tak, jak powinni: zatrzymają samochód przed zieloną strzałką, rozejrzą się i dopiero skręcą w prawo. Nie - co drugi wjedzie, nie patrząc. Nie przekonuje mnie, że brak jest statystyk pokazujących wpływ obecności strzałek na wypadki na pasach. Wystarczy, że widzę każdego dnia, co robi polski kierowca. Ilu przestrzega ograniczenia do 50 km na godz. w centrum stolicy? Nikt. Ilu zauważa znaki drogowe? Prawie żaden. Larum się podniesie, że strzałka miała uwolnić miasta od korków. Bzdura. Ci sami kierowcy, którzy notorycznie łamią przepisy, stają na prawym pasie, blokując skręt. Na drogach króluje chamstwo i dopóki nie wymrze, polski kierowca nie zasługuje na przywileje, a jedynie na radar i kamery na każdym skrzyżowaniu – komentuje Bartosz Raj.

- Czytelnik PRAWA DROGOWEGO @ NEWS Łukasz W. Zielone strzałki są bardzo niebezpieczne dla rowerzystów, którzy nadjeżdżają z prawej strony względem skręcającego na strzałce pojazdu (kierowca patrzy w lewo, czy może bezpiecznie skręcić). Powszechne jest też ignorowanie nakazu zatrzymania pojazdu przed zapaloną strzałką (robą to tylko nauki jazdy i około 1% innych kierowców - zwykle tylko ci "świeżo upieczeni", a i tak zaraz ktoś za nimi trąbi). A to przecież CZERWONE światło z WARUNKOWĄ strzałką! Zapytajcie chirurgów, skąd biorą się połamane golenie u pieszych – myślę, że część z nich wskaże jako przyczyn właśnie zielone strzałki. To prawda, że na zachodzie zielone strzałki także się przyjęły, ale są one inaczej stosowane niż w Polsce i kierowcy potrafią się do nich stosować. Są umieszczane albo na poziomie sygnału czerwonego i pulsują, albo są żółte. Jeśli są zielone i świecą, to zwykle oznaczają BEZWARUNKOWE przyzwolenie na wjazd na skrzyżowanie i gwarantują ruch bezkolizyjny. To kolejny argument, aby powiedzieć nie zielonym strzałkom w obecnej postaci - mogą być źle rozumiane przez zachodnich kierowców. Często kierowcy skręcają na zielonej strzałce, kiedy tylko sygnalizator jest w nią wyposażony, ale strzałka się nie świeci. "Może żarówka się spaliła?" - myślą zapewne.
Uważam, że polscy kierowcy (a również się do nich zaliczam, choć częściej jestem rowerzystą i pieszym) nie "zasłużyli" na zieloną strzałkę. Nie potrafią z niej odpowiedzialnie korzystać. Wolę, aby miasta "zatykały się", niż aby z powodu nieodpowiedzialnych zachowań ginęli ludzie. Jeśli kierowcy nie potrafią dostosować się do przepisów, to przepisy należy dostosować do kierowców. Zielonej strzałce w obecnej formie mówię "NIE!", bo nie sposób nauczyć 99% kierowców, w jaki sposób należy z niej przepisowo korzystać.

- Drogowcy z Olsztyna w inny sposób niż przez likwidację zielonych strzałek postanowili wprowadzić bezkolizyjny przejazd przez skrzyżowania. Zastosowali słynną, ale często krytykowaną przez kierowców - bo znacznie wydłuża przejazd przez miasto - organizację ruchu. U nas w większości miejsc nie ma zagrożenia, że przejeżdżając przez skrzyżowanie, zderzymy się z samochodem jadącym z innego kierunku. Zielone strzałki co prawda są, ale zamiast tabliczek zamontowanych na stałe włączają się na sygnalizatorze zgodnie z programem sterującym światłami na skrzyżowaniu. A to wcale nie przyśpiesza przejazdu przez skrzyżowania. - Bo poważnie potraktowaliśmy poprzednie rozporządzenie, by skrzyżowania były bezkolizyjne, dlatego nie zamierzamy teraz robić kroku wstecz i przywracać warunkowych strzałek zielonych - zapowiada Gustek. Nie wyklucza jednak, że ewentualnie mogą zostać zainstalowane na tych skrzyżowaniach, gdzie będą się tworzyć zbyt duże korki. - Jednak odbyłoby się to kosztem bezpieczeństwa - dodaje Zbigniew Gustek. - Na razie nie widzimy konieczności wprowadzania zmian na skrzyżowaniach.