News tygodnia

Jan Zasel: O eco-kierowaniu

28 lutego 2014

 

377dad66140d22c9ef4971b9dc7ea2231b18d9d7

Jan Zasel ,

ekspert z zakresu prawa drogowego, autor książek

(Fot.: PD@N 481-2-1jm)

W tygodniku PRAWO DROGOWE@NEWS z 11.02.2014 zamieszczono informację, że Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zapowiada sprawdzanie podczas egzaminu kandydatów na kierowców: “...umiejętności ekologicznej i ekonomicznej jazdy...”. Spotkał się ten pomysł z ostrą i powszechną krytyką. Po przeczytaniu informacji ciśnie się na myśl wrażenie, że w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju nadal panuje kult niekompetencji. Konia z rzędem temu, kto wskaże kryterium, jakim należy się kierować wystawiając notę z poziomu osiągnięcia tej sprawności w wyniku ukończenia kursu dla kandydatów na kierowców. Nie sądzę by pomysłodawca też wiedział, jak to zrobić. Rzecz w tym, że w procesie kształcenia kandydatów na kierowców, na sprawy ekologiczne i ekonomiczne kierowanie pojazdem nie ma w zasadzie miejsca. Oczywiście omawiając sposób użytkowania pojazdu i posługiwania się nim w ruchu na drogach trzeba wspomnieć, że takie zjawiska istnieją. Zaś sposobu realizacji ekologii i ekonomii nie da się podczas kursu nauczyć. Po pierwsze, mamy tu do czynienia z grupą słuchaczy o bardzo różnorodnym przygotowaniu zawodowym i bardzo różnej wyobraźni. Wielu, a czasem i większość słuchaczy kursu nie potrafi pojąć, jakie procesy zachodzą w mechanizmach pojazdu samochodowego, dzięki którym może on poruszać się, przyśpieszać i opóźniać ruch. Te właśnie subtelności techniczne prowadzą do tego, że kierowanie jest lub nie jest ekologiczne i ekonomiczne. Po drugie, podczas egzaminu kandydat działa pod wpływem stresu. Cała swoją uwagę skupia na tym, by wykazać umiejętność sprawnego i bezpiecznego władania pojazdem samochodowym. Czynniki ekologia i ekonomia kierowania już się nie zmieszczą w jego świadomości. Po trzecie, musimy sobie uświadomić, że myślenie o tym, czy kieruję ekologicznie i ekonomicznie, może się rozpocząć za jakiś czas po ukończeniu kursu kandydatów i wykonaniu paru tysięcy kilometrów samodzielnego kierowania, to jest po osiągnięciu minimalnego poziomu sztuki kierowania pojazdem samochodowym. Wtedy czynności motoryczne proste osiągają poziom nawyków i świadomość może być, w większej niż bezpośrednio po kursie części, skierowana na sterowanie mechanizmami pojazdu w taki sposób, aby jego spaliny zawierały możliwie mało związków toksycznych, a jednostkowe zużycie paliwa było możliwie małe. Po tym właśnie okresie trzeba zająć się edukacją pod nazwą ekologiczne i ekonomiczne kierowanie. W krajach cywilizowanych robią to automobilkluby.

Chyba na tle tego zamysłu ministerstwa, w Szczecinie, z inicjatywy Policji powstał program, którego celem jest kontrola składu spalin emitowanych przez pojazdy. Rodzi się pytanie, dlaczego zaraz program, skoro kontrola składu emitowanych spalin może odbywać się podczas normalnej kontroli pojazdów w ruchu na drogach. Trzeba tu także uświadomić, że skład emitowanych spalin nie zmienia się w samochodzie z dnia na dzień. Jeśli zatem spotyka się na drodze samochód, który emituje spaliny o niedopuszczalnym składzie oznacza to, że stacja kontroli pojazdów, podczas wykonywania okresowego obowiązkowego badania technicznego, “łaskawie” potraktowała posiadacza pojazdu i pozwoliła na dalsze zatruwanie środowiska. W kręgach posiadaczy importowanych samochodów wycofanych z eksploatacji w krajach zachodnich mówi się, że nie mają oni trudności w uzyskaniu świadectwa dopuszczenia do ruchu, jeśli udadzą się do odpowiedniego diagnosty.

Dlaczego w krajach zachodnich wyzbywają się kłopotliwych samochodów? Dlatego, że stacje diagnostyczne pracują tam pod kontrolą organów państwa i ich działalność jest zharmonizowana z precyzyjnym systemem ewidencji pojazdów. Jeśli nie pojawi się samochód na przewidziane okresowe badanie, właściciel jest wzywany do wykonania tego obowiązku. Gdy pojawi się na stacji i badany samochód nie spełnia wymaganych warunków, dowód dopuszczenia do ruchu zostaje zatrzymany, a właścicielowi wręcza się dowód tymczasowy, ważny na czas potrzebny na dojazd do stacji obsługi. Polska też zmierzała do tego modelu. Niestety, po zmianach ustrojowych odstąpiono od tego planu.