Przegląd prasy

A może strefy „30 km/h”?

19 listopada 2007

96dcd63b751938c1f7572a6f81766aa0de961ceb

Odpowiednikiem naszej strefy zamieszkania - oznaczonej prostokątnym, niebieskim znakiem z symbolem domu, dziecka i huśtawki - są w Grazu strefy "30 km/h". Obejmują aż 80 proc. wszystkich ulic! To austriackie miasto nie ma problemów z tranzytem, ponieważ w pobliżu przecinają się dwie autostrady. Ale też ćwierćmilionowy Graz nie posiada tzw. miejskich obwodnic, umożliwiających szybkie przemieszczanie się między poszczególnymi dzielnicami. Dwupasmówki, są tam zupełnie nieznane. To wszystko nie ma jednak związku z ideą stref "30 km/h", które nie obejmują głównych ulic. Choć po odliczeniu tych ostatnich okazuje się, że w żółwim tempie trzeba jeździć aż po 80 proc. sieci drogowej Grazu! Według raportu przygotowanego przez "Inicjatywę Civitas" przy Komisji Europejskiej, Graz był pierwszym miastem na naszym kontynencie, które wprowadziło ograniczenie prędkości na całym (z wyjątkiem dróg przelotowych) obszarze zabudowanym. Inne miasta dopiero potem poszły w jego ślady. Powodem jest bezpieczeństwo: chęć zmniejszenia liczby wypadków, zwłaszcza tych tragicznych w skutkach. Pieszy potrącony przez samochód jadący 50-60 km/h ma nie dużych szans na przeżycie, przy "30 km/h" trafia zazwyczaj na krócej lub dłużej do szpitala. Wolniej jeżdżące samochody to także zachęta dla... rowerzystów. Ci, bowiem mają mniej obaw przed jazdą w zwykłym ruchu miejskim (żadne miasto na świecie nie zbuduje rowerowej ścieżki na każdej bez wyjątku ulicy). Graz poszedł jeszcze dalej: zwęża budowane kiedyś ulice albo skrzyżowania, by kierowcy mieli mniej swobody, a piesi i rowerzyści - większe poczucie bezpieczeństwa. Bo jeśli jezdnia ma szerokość siedmiu metrów, a nie 15, to łatwiej przez nią przejść. Nierzadko zwężenia można zrobić minimalnym kosztem, np. malując linie na asfalcie i stawiając znaki na "zamalowanym" kawałku jezdni, zamienionym - dzięki owym liniom - w pobocze (metoda w Grazu najbardziej popularna). Także ograniczenia obowiązują w Grazu od kilku lat, a przecież zauważono tam, że austriaccy kierowcy wcale do świętoszków nie należą oraz że tendencja do zapominania o ograniczeniach i stopniowego zwiększania prędkości jest u nich bardzo wyraźna. Zainstalowano, więc 130 puszek na fotoradary - samych urządzeń jest dużo mniej, co miesiąc przenoszone są z jednego miejsca w drugie. Najwięcej fotoradarów znajduje się w miejscach niebezpiecznych, np. koło szkół. W Styrii, regionie, w którym leży Graz, trwają teraz przygotowania do kolejnej kampanii - zmniejszenia dopuszczalnej prędkości poza obszarem zabudowanym z 90 do 70 km/h. To rozwiązanie - w przeciwieństwie do stref "30 km/h" na bocznych ulicach - jest jednak w Polsce nie do przyjęcia. Austria ma bowiem dobrze rozbudowaną sieć autostrad i dróg ekspresowych, a my nie.