“Gazeta Wyborcza” :W Gdańsku Osowej stoją znaki, których od dawna nie ma w kodeksie drogowym, a brakuje znaków "ustąp pierwszeństwa przejazdu" - mówi instruktor nauki jazdy, który w trosce o bezpieczeństwo kursantów 16 miesięcy temu zgłosił to urzędnikom. Jak uczyć prawidłowego poruszania się po drogach, kiedy są one źle oznakowane - pyta Zbigniew Garsztka, instruktor z 26-letnim stażem i uprawnieniami egzaminatora. Przykładem jest skrzyżowanie ulic Balcerskiego i Zaruskiego. Brakuje tam znaku "ustąp pierwszeństwa przejazdu". Nie trzeba dużej wyobraźni, by zrozumieć, czym to grozi - mówi instruktor. Ale to niejedyny problem. Przepisy wymagają, by na drodze, po której można jechać 90 km na godz., znaki ostrzegawcze znajdowały się w odległości co najmniej 150 m. - A w lesie na ul. Spacerowej znaki ostrzegające o niebezpiecznych zakrętach stoją dużo bliżej - zaznacza nasz czytelnik. Kolejny błąd: przez rondo przy Castoramie teoretycznie można jechać nawet 90 km na godz. Znak ograniczający prędkość do 40 km na godz. jest... za rondem. Drogowcy ustawili go tak niefortunnie, że obowiązuje on na odcinku zaledwie kilkunastu metrów. - Bo stoi przed znakiem "obszar zabudowany", a nie za nim. A taki znak "kasuje" poprzednie ograniczenie i pozwala kierowcom jechać nie 40 a już 50 km na godz. (lub 60 km na godz. nocą) - tłumaczy Garsztka. Następnymi "kwiatkami" są znaki w okolicy Selgrosa, informujące o wjeździe i wyjeździe ze strefy zabudowanej, które nie obowiązują od grudnia 2005 r. W osłupienie kierowców mogą wprowadzić także znaki ograniczające prędkość do 30 km na godz. i ostrzegające o nierównej drodze na skrzyżowaniu ul. Balcerskiego i Niedziałkowskiego - remont drogi skończył się w 2006 r. - Niepoprawne oznakowanie to rażące lekceważenie bezpieczeństwa kierowców - mówi Zbigniew Garsztka.
Po raz pierwszy te nieprawidłowości instruktor zgłosił 21 czerwca ub. r. na spotkaniu prezydenta Gdańska z mieszkańcami Osowej. Sprawą zajął się Przemysław Lewko z wydziału gospodarki komunalnej UM. - Umówił mnie na spotkanie z ludźmi z Zarządu Dróg i Zieleni. Miało się odbyć w sierpniu, ale nikt się nie pojawił - wspomina Garsztka. - Znów skontaktowałem się z panem Lewko, który powiedział, że o spotkaniu zapomniał. Skończyło się na tym, że urzędnik wspólnie z naszym czytelnikiem przygotowali projekt zmian. I choć od tego momentu minął ponad rok, znaki jak stały, tak stoją. - Zadzwoniłem niedawno do magistratu i usłyszałem, że Przemysław Lewko już tam nie pracuje, a pani, która go zastępuje, nic nie wie o projekcie. Antoni Szczyt, wicedyrektor wydziału gospodarki komunalnej UM w Gdańsku: - Źle się stało, że ten pan musiał aż tyle czekać na reakcję urzędników. Jestem otwarty na spotkanie w tej sprawie, choćby dziś.
A na drodze znaki, których nie ma w kodeksie
21 października 2008