Przegląd prasy

Bezpieczeństwo i trzeźwość kierowców

26 marca 2008

O bezpieczeństwie na drogach i trzeźwości kierowców z kierowcą rajdowym i posłem do parlamentu Europejskiego Krzysztofem Hołowczycem rozmawial ks. Cezary Chwilczyński. Poniżej fragment rozmowy:

Ks. Cezary Chwilczyński: Temat nadużywania alkoholu, a zwłaszcza pijanych kierowców, jest bardzo ważny. To dramat na polskich drogach. W ciągu roku policjanci "łapią" niemal 200 tys. pijanych kierowców. Ani utrata prawa jazdy na dziesięć lat, ani perspektywa dwóch lat za kratkami nie przekonuje niektórych, by nie siadali pijani za kierownicą. W innych państwach restrykcje wobec pijanych kierowców są bardzo surowe. W jaki sposób ma ewoluować prawo w Polsce, aby każdy, kto wypije alkohol, już nie tak łatwo mógł prowadzić?

Krzysztof Hołowczyc: Poruszył Ksiądz bardzo istotną sprawę. Z jednej strony oczekujemy, że ktoś coś za nas zrobi. Że jak będzie wysoka kara i strach, że za chwilę ktoś mnie złapie, to nie powinienem jechać po kieliszku. Moglibyśmy doprowadzić ten system kar do takiej sytuacji, że najlepiej byłoby obcinać rękę komuś, kto jedzie po alkoholu. Wiadomo jednak, że tak nie zrobimy i że to nie jest system, który zadziała. Mam wewnętrzne przekonanie, że to jest kwestia pewnej kultury, którą musimy osiągnąć. Człowiek, który siada po spożyciu alkoholu za kierownicą, musi mieć wewnętrzne przekonanie, że robi źle. Ciągle jeszcze wielu ludzi, wsiadając do samochodu, myśli: "Przecież to kawałeczek, więc dojadę, dam radę, nieraz jechałem, uda mi się". Inną sprawą, którą też trzeba poruszyć, jest przyzwolenie społeczne na to, że ktoś po wypiciu alkoholu siada za kierownicą. Tak nie może być. Tu musimy wyraźnie powiedzieć: ktoś, kto jest nietrzeźwy, jest bardzo niebezpieczny dla nas wszystkich – dla naszych dzieci, bliskich, a także dla innych ludzi, którzy gdzieś tam podróżują. Dopiero wtedy może się zmienić ta sytuacja. Jeżeli wprowadzimy nawet najbardziej srogą karę, to będziemy sobie myśleli: "Przecież mnie się uda". Jeśli jednak będę wewnętrznie przekonany o tym, że tak nie można, to pomyślę: "Nie, nie siądę po alkoholu za kierownicą, bo będę byle kim dla siebie, będę nikim dla innych, dla swoich bliskich". Powinna być silna presja społeczna, która nie zezwala na takie zachowania.

Ks. Cezary Chwilczyński: Ta świadomość społeczna, o której Pan mówi, jest bardzo istotna. Dziś podczas spowiedzi penitenci mówią o prowadzeniu samochodu pod wpływem alkoholu, więc taka świadomość grzechu już jest.

Krzysztof Hołowczyc: W tym też kontekście chciałem zapytać, jaką rolę mógłby odegrać Kościół w rozwiązaniu problemu pijanych kierowców?
Bardzo wierzę w pomoc Kościoła w tej kwestii. To jest piękny moment, kiedy jesteśmy na Mszy św., wydaje mi się, że jesteśmy wtedy w trochę innym, lepszym świecie i mamy szansę lepiej przyswoić sobie wszystkie ważne dla nas sprawy. I dużo głębiej wchodzą one w człowieka. Bardzo wierzę w to, że każdy apel z ambony, skierowany zarówno do młodego, jak i dojrzałego człowieka, o niewsiadanie za kierownicę po alkoholu, ma sens. Takie słowa wypowiedziane przez księdza, wypowiedziane w momencie, kiedy jesteśmy duchowo otwarci, mają ogromną wartość. Dlatego nie ukrywam, że jak tylko mogę, współpracuję z ks. Marianem Midurą, duszpasterzem polskich kierowców. Przeprowadzamy razem mnóstwo różnych akcji poświęconych trzeźwości kierowców i w ogóle bezpieczeństwu na drogach.

Ks. Cezary Chwilczyński: Sedno problemu to uwrażliwienie społeczeństwa na nietrzeźwość kierowców. Chodzi o takie sytuacje, gdy np. ktoś w moim towarzystwie spożywa alkohol i chce siąść za kierownicą. Muszę wtedy zrobić wszystko, aby nie wracał do domu samochodem – nawet, zabrać kluczyki...

Krzysztof Hołowczyc:Tak, to są proste akcje, w których Episkopat brał już udział. Przykładem jest akcja "Krzyś", w której chodziło o to, że na imprezie wyznaczamy kierowcę, czyli kogoś, kto nie pije. Po cichu nazywamy go nawet bohaterem, bo jest tym, kto będzie tak naprawdę służył nam wszystkim. Doceniamy go szczególnie. Trzeba być odpowiedzialnym. Myślę, że jest wielka szansa na to, żeby w najbliższych latach sytuacja w Polsce się zmieniła, żebyśmy nie byli krajem, w którym alkohol jest ciągle najczęstszą przyczyną groźnych wypadków.