Stołeczna drogówka rozda 22 tys. elementów odblaskowych, głównie pieszym i rowerzystom, czyli najbardziej zagrożonym śmiercią uczestnikom ruchu. Policjantom zależy, by bardziej widoczni byli mieszkańcy podwarszawskich powiatów, szczególnie bywalcy barów położonych przy wylotówkach ze stolicy. - Nieoświetlony rowerzysta czy pieszy, w dodatku ubrany na ciemno, po zmierzchu czy w szarugę widoczny jest w światłach samochodu z odległości 25-30 metrów. Auto przy zupełnie suchym asfalcie musiałoby jechać 47 km na godz., żeby się przed nim zatrzymać. Element odblaskowy widać z 200 metrów, co kilkakrotnie zwiększa czas reakcji kierowcy. Może to uratować komuś życie - opowiada młodszy inspektor Jacek Zalewski, naczelnik warszawskiej drogówki. Policjanci porozumieli się z Mennicą Polską, która chętnie zgodziła się sfinansować program propagowania bezpiecznego poruszania się zarówno po mieście, jak i pod miastem. Hasło przewodnie cyklicznej akcji: widoczny-bezpieczny. Na razie rozdanych ma zostać 10 tys. kamizelek odblaskowych i 12 tys. obrączek na nadgarstek. Dystrybucją ma zająć się Zarząd Transportu Miejskiego, który wyposaży w odblaski sprzedawców biletów, którzy ładują karty miejskie. Do każdego zakupionego biletu mają być rozdawane gadżety w żółtym kolorze. Policjanci chcą także dotrzeć do najbardziej zagrożonych grup, między innymi stałych klientów barów położonych przy drogach krajowych na obrzeżach miasta. - Trasy te bardzo często nie mają nawet chodników. Panowie po kilku głębszych, wracając w nocy do domu, łatwo mogą dostać się pod koła samochodu. Chcemy przekonać właścicieli barów, by ci nie wypuszczali klientów bez odbijającego światła rekwizytu - zdradza naczelnik Zalewski. Szef drogówki przyznaje, że pomysł zaczerpnął z zagranicy. W Finlandii rozpropagowano taki zwyczaj, że gospodarz nie wypuści w nocy gościa z domu bez kamizelki odblaskowej, nawet jeśli ten będzie musiał przejść jedynie kilkaset metrów. Na 33 ofiary tegorocznych wypadków drogowych 24 to piesi.