
(Fot.: PD@N 337-20)
Brakuje zawrotek! - alarmują kierowcy. W Alejach Jerozolimskich czy na Górczewskiej możliwości zawrócenia praktycznie nie ma. Niektórzy się tym nie przejmują i z uśmiechem na ustach łamią przepisy. Na zmiany nie ma co liczyć. Jedna z najnowszych zawrotek jest w Alejach Jerozolimskich, na wysokości dworca Zachodniego. Formalnie - tylko dla autobusów. Kierowcy jednak nic sobie z tego nie robią. Jak mówią, zakaz skręcania samochodom osobowym jest bez sensu. - Łamię przepisy dla dobra klienta - mówi na przykład jeden z taksówkarzy. O problemie poinformowany został ratusz. - Monitorujemy sytuację. Będziemy to analizowali, ale najprawdopodobniej udostępnimy zawrotkę indywidualnym kierowcom - zapowiada Marcin Ochmański, rzecznik ratusza. Problemów z zawrotkami jest sporo w całej stolicy. Ratusz nie pozostawia złudzeń. Urzędnicy tłumaczą, że na zawrotki nie ma co liczyć, bo te zmniejszają przepustowość ulic.
Jest także grupa kierowców, którzy nie lubią zawrotek - to kandydaci na kierowców: “Witam, wczoraj niestety oblałem egzamin przez to, że źle przejechałem dwie zawrotki tego samego rodzaju. (zawrotka typu skrzyżowanie) Po prostu nie popatrzyłem czy to zwykła zawrotka dwukierunkowa czy ze skrzyżowaniem... (...) Egzaminator mi powiedział, że gdybym o jeden raz mniej zmaścił te zawrotki to by mi zaliczył egzamin... (a tego typu zawrotki robiliśmy 4 razy z czego 2 razy zrobiłem źle)”.