Przegląd prasy

Budzić kierowców – kolizje z obiektami przydrożnymi

5 listopada 2007

Zderzenie ciężkiej wywrotki z domem stojącym blisko drogi krajowej nr 5 w Poninie (koło Kościana), które w konsekwencji spowodowało śmierć dwojga mieszkańców tego domu, wywołało dyskusję – czy i jak można takim wypadkom przeciwdziałać i jakie możliwości mają konstruktorzy i budowniczowie oraz zarządcy dróg, by do podobnych wypadków nie dochodziło? W Poninie ściana domu znajdowała się w odległości 2,1 metrów od korony drogi, ponadto jezdnia była skoleinowana, a w momencie wypadku padał deszcz. Była piąta rano i zachodzi podejrzenie, że kierowca jadący całą noc z Dolnego Śląska mógł na moment zasnąć. Na pewno jechał szybciej niż 70 km/godz. dozwolone pojazdom ciężarowym na zwykłej szosie, (takie ograniczenie znakiem B-33 obowiązuje też wszystkie pojazdy samochodowe w Poninie, gdzie przejazd przez wieś nie jest oznakowany jako teren zabudowany). Jednak w tym zagłębieniu terenu jest powszechną praktyką kierowców ciężarówek, że zamiast zwolnić, raczej się rozpędzają, by wdrapać się na przeciwstok. Wśród publicznie formułowanych zarzutów pod adresem drogowców znalazł się i taki, że w tym – od dawna uznanym za niebezpieczne – miejscu zabrakło progów dudniących, mających wzbudzać czujność kierowców, a może w ogóle ich budzić? Zarzucano też, że dopuszczono do wybudowania drogi w zbyt bliskim sąsiedztwie domu, albo tego domu w porę nie rozebrano, mimo, że już kiedyś podobno w ten dom jakiś pojazd uderzył. Drogowcy mają sposoby, by ograniczać ryzyko kolizji pojazdów z obiektami przydrożnymi. Najskuteczniejsze jest takie poprowadzenie drogi, by z dala omijała wszelkie domostwa. Ustawa o drogach publicznych precyzuje, że odległość obiektów budowlanych sytuowanych przy drogach krajowych powinna być nie mniejsza niż 10 metrów w obszarze zabudowanym i 25 metrów w obszarze niezabudowanym. Te normy dotyczą jednak dróg nowoprojektowanych, niemożliwe są do spełnienia tam, gdzie drogi wytyczono kilkadziesiąt, a może i kilkaset lat temu i wtedy też pobudowano przy nich domy i całe miejscowości. Praktycznie wszystkie wielkopolskie drogi krajowe biegną śladami średniowiecznych gościńców i trzeba by zburzyć dziesiątki, a może setki całych wsi i spore fragmenty miast, żeby sprostać przytoczonej normie. GDDKiA nie ma oddzielnego funduszu na wykupy nieruchomości położone zbyt blisko dróg. Oddział poznański GDDKiA wykupuje i wyburza takie domy przy okazji modernizacji i poszerzania odcinków dróg lub skrzyżowań i ten proces potrwa zapewne wiele lat. Często jednak propozycje drogowców napotykają na protesty właścicieli, albo zbyt wygórowane są ich oczekiwania. To też spowalnia proces usuwania domów-zawalidróg. Jak informuje Czesław Perlikiewicz, naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami oddziału poznańskiego GDDKiA, w ciągu kilku minionych lat udało się wykupić nieruchomości m.in. w Szreniawie przy drodze nr 5 i w Ludwinie za Pleszewem przy drodze nr 11. Trwają pertraktacje z właścicielami nieruchomości w Skrzynkach przy drodze nr 11 i Gonicach w okolicach Wrześni (droga 92). Właściciele rozbitego w zeszłym roku domu w Srocku przy drodze nr 5, a także najbardziej narażonych na rozbicie nieruchomości w Ruchocicach (droga 32) i w Zasutowie, przy drodze 92 zabiegają o wykup ich domostw. Nie chcą w nich mieszkać i czekać na nieszczęście. Z drugiej jednak strony wyceny tych starych nieruchomości są takie, że za pieniądze z ich wykupu nie da się wybudować lub kupić nowych domów bądź mieszkań. Zdaniem Cz. Perlikiewicza problemu zbyt bliskiego sąsiedztwa dróg krajowych nie da się rozwiązać w ciągu jednego pokolenia. Doraźnym sposobem ograniczenia skutków ewentualnego najechania pojazdu na dom jest montaż drogowych barier ochronnych i osłon energochłonnych. Tak swego czasu postąpiono z ochroną domu w Srocku, przy drodze nr 5, na odcinku między Stęszewem a Głuchowem. Niestety, gdy rok temu uderzył w barierę samochód dostawczy zginęły też dwie osoby, tyle że tym razem kierowca i jego pasażer. Dom także doznał uszczerbku, na szczęście przy zdemolowanej ścianie nikogo nie było. Nie miejmy złudzeń, energia zderzenia rozpędzonego 30-tonowego TIR-a jest tak duża, że nie rozproszy jej żadna sprężysta bariera. Jest jeszcze i inna strona medalu. Gdy drogowcy podejmują się budowy barier ochronnych, zwłaszcza na dłuższych odcinkach, gdy droga biegnie przez wieś lub miasteczko, napotykają na masowe protesty mieszkańców, bo ci mają utrudniony lub uniemożliwiony dojazd do swoich posesji, albo trudniej im przejść do sklepu czy do sąsiada po drugiej stronie jezdni. Problem zbyt bliskiego sąsiedztwa dróg tranzytowych i zabudowań ulegnie złagodzeniu, gdy powstanie więcej obwodnic. Jednak nie zapobiegnie to w przyszłości uderzeniom w domy pojazdów, które opuściły drogę. Bo temu winne będą niesprawność pojazdów lub kierujących nimi ludzi i – przynajmniej teoretycznie – może się to zdarzyć w każdym miejscu, gdzie jakakolwiek droga przebiega w pobliżu jakiegoś domostwa. Dlatego radykalnym rozwiązaniem może być tylko skuteczne, czyli automatyczne ograniczanie prędkości pojazdów przejeżdżających przez obszary zabudowane, a także nieustająca automatyczna kontrola wydolności psychofizjologicznej kierowców. Możliwe to będzie, gdy do kabin samochodów, zwłaszcza wielkich ciężarówek trafią technologie dziś stosowane w nowoczesnych lokomotywach, samolotach czy promach kosmicznych, a rola człowieka-kierowcy ograniczy się do określania drogi i celu jazdy... Zasypianiu za kierownicą lub nierozważnym manewrom wynikającym ze zmęczenia kierujących dziś zapobiegać mogą jedynie sami kierowcy, jeśli mają dość odpowiedzialności za swoje czyny. Wiadomo jednak, że wielu ryzykuje nadmiernie, bo mają poczucie misji, bo muszą dotrzeć na czas do celu, bo chcą więcej zarobić, albo po prostu nie chcą stracić pracy... Dlatego tak często dochodzi do wypadków, których przyczyną jest prędkość niedostosowana do warunków jazdy, a także zasypianie za sterem.