Przegląd prasy

Cena minimalna uzdrowi sytuację

3 stycznia 2012

Kontynuujemy dyskusję na temat znaczenia ceny kursu. Dyskusję rozpoczęliśmy od przesłanego do naszej redakcji listu instruktora nauki jazdy z Poznania, dalej opublikowaliśmy wypowiedź Marcina Kukawski i dalsze. Dzisiaj kolejne. Jeżeli zechcecie Państwo zaprezentować własne opinie - piszczie na adres e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl

*

R.S.: Dlaczego można ustalić urzędowo cenę okresowych badań technicznych, wykonywanych w prywatnych bądź co bądź SKP, a nie można ustalić chociaż ceny minimalnej dla kursów? TYLKO cena minimalna uzdrowi sytuację, pisanie apeli przez instruktorów, aby solidarnie podnieść ceny nigdy nie zmieni sytuacji, bo zawsze pojawią się tacy, którzy zrobią "promocję"... Wg mnie dobro w postaci wolności gospodarczej i wolnej konkurencji jest mniejsze od dobra w postaci wysokiej jakości szkoleń, prowadzonych we właściwym wymiarze przez zatrudnionych na umowę o pracę, nieprzemęczonych (bo nie dorabiających w "elce") instruktorów, w sprawnych autach... Wówczas jest szansa, że konkurencja przeniesie się z pola "cena" na pole "wartość" szkolenia. Na dłuższą metę da to efekty w postaci lepiej przygotowanych i bezpieczniej jeżdżących kierowców, powodujących mniej zdarzeń, w wyniku czego wydarzy się mniej tragedii, spadną wydatki na leczenie ofiar, naprawy aut, ubezpieczenia. Ale która władza patrzy na dłuższą metę? Zamieszanie z ustawą o kierujących pojazdami pokazuje, że perspektywa roku jest horyzontem, z którym nie tak znowu beznadziejna, obecna władza sobie nie radzi, więc czy można oczekiwać cudu w postaci patrzenia na 10 czy 15 lat do przodu...?

*

Marek S.: Prowadzę Ośrodek Szkolenia Kierowców ponad dwadzieścia lat. Moim zdaniem przyczyną niskich cen kursów prawa jazdy jest zatrudnianie emerytów, rencistów (chorzy ludzie nie powinni prowadzić takiej działalności!) oraz zakładanie przez takie osoby własnych ośrodków nauki jazdy. Jeśli coś takiego ma miejsce, osoby powinny te opłacać normalne składki ZUS (o ile zwiększyłyby się wtedy wpływy do budżetu państwa!), bez tego oczywistym staje się możliwość zaniżania cen. Ma Pan rację, że wiele szkół jazdy nigdy nie powinno prowadzić takiej działalności ze względu na niskie umiejętności instruktorskie. Zdanie egzaminu instruktorskiego nie jest dzisiaj niczym skomplikowanym – nie ma nawet egzaminu z jazdy miejskiej. Dwudziestokilkulatkowie jako instruktorzy? To według mnie totalne nieporozumienie! Takie osoby nie mają jeszcze pojęcia (praktyki) i wiedzy merytorycznej, którą mogliby przekazać swoim potencjalnym kursantom. I na koniec: skoro jest ustalona “sztywna” cena minimalna za egzamin państwowy, to dlaczego nie można jednoznacznie ustalić minimalnej obowiązującej ceny za kurs prawa jazdy np. 2000 złotych?

*

FOX: W pełni zgadzam się z przedmówcą. Warto zauważyć tu jeszcze jeden problem. Spore grono instruktorów nauki jazdy to osoby posiadające zatrudnienie na cały etat. To także stwarza możliwość obniżenia ceny kursu prawa jazdy! Osoby dla których szkoła jazdy jest jedynym źródłem utrzymania stoją więc w tej sytuacji z góry na straconej pozycji jeśli chodzi o konkurencyjność cenową. Pytanie tylko czy ten sposób “dorabiania pieniędzy” przez “etatowców” idzie w parze z właściwym poziomem szkolenia kierowców? Czy poza działalnością zawodową znajdują oni czas na samodoskonalenie siebie w roli instruktora nauki jazdy?

*

Krzysztof G.: Czytam bardzo dokładnie wszystkie posty i wierzcie mi wszyscy macie rację. Podstawowym problemem w szkoleniu jest brak identyfikacji się z zawodem. Prowadziłem różne analizy i badania. Problem tkwi w braku prawidłowych rozwiązań prawnych. Kandydat na instruktora powinien przepracować jako kierowca lub prowadzić przez kilka lat pojazd. Następnie powinien być sprawdzony pod względe4m ilości zapłaconych mandatów, kolizji, wypadków. Po ukończeniu kursu i zaliczenia egzaminu powinien stać się instruktorem stażystą. Takie uprawnienia dawać powinny tylko do nauczania pod okiem innego instruktora (mianowanego) bez prawa przeprowadzania egzaminu wewnętrznego. Następny egzamin weryfikacja i tytuł instruktora (kontraktowego) prowadzi samodzielnie szkolenie, ale egzamin wewnętrzny pod okiem instruktora (mianowanego) kilka lat szkolenia i następny etap. Instruktor mianowany. Ośrodek szkolenia kierowców istnieje tylko pod warunkiem zatrudniania takich instruktorów. Byli by to w pełni wyszkoleni i samodzielni instruktorzy. Kilka lat pracy i następny stopień instruktor (dyplomowany) czyli taki, który może nadzorować pracę OSK i szkolić instruktorów nauki jazdy. Dalej kilka lat i następny stopień awansu zawodowego egzaminator. Niepotrzebne byłby obowiązkowe szkolenia coroczne przez konkurencje. Nie potrzebne super osk. Każdy ambitny i profesjonalnie szkolący sam dążyłby do podniesienia swoich kwalifikacji, aby zyskać prestiż i autorytet. Przecież Instruktor to nauczyciel, to już obowiązuje i daje efekty. A jaka jest codzienność nauczyciel, rencista, emeryt, który nie opłaca składek ZUS, który jeździ samochodem szkoleniowo-domowo-turystycznym. Który po podpisaniu oświadczenia zakłada szkołę jazdy na drugi dzień po egzaminie. Efekty widać po każdym długim weekendzie. Tylko grabarze zacierają ręce. I słychać płacz matek. Proszę sobie wyobrazić powiat 50.000 osób (ogółem). 76 instruktorów. 4 instruktorów etatowych. Ktoś kiedyś powiedział weź interes w swoje ręce. Ja bym dopisał tylko załóż okulary, bo... Resztę dopiszcie sobie sami.

*