Od tragedii pod Grenoble minęło kilka dni. Na podstawie relacji uczestników i świadków, opinii ekspertów i zdjęć “Gazeta Wyborcza” pokusiła się o najogólniejsze wnioski. Odpowiedź na pytanie – co mógł zrobić kierowca? – brzmi:
Po pierwsze - wybrać inną drogę.
Po drugie - już na wstępie nie dopuścić do rozpędzenia autokaru, czy to za pomocą retardera, czy odpowiednio operując skrzynią biegów.
Po trzecie - oszczędzać hamulec przy kołach. Na drodze o tak znacznym spadku nie wolno używać hamulca nożnego w sposób ciągły, lecz sporadycznie (krótko i mocno), podczas dohamowywania przed co ostrzejszymi zakrętami. Ciężarówki i autokary mają systemy spowalniania silnikiem (retarder hydrokinetyczny lub elektromagnetyczny, hamulec wydechowy), z których należy korzystać w pierwszym rzędzie.
Po czwarte - W zasadzie losy Scanii z polskimi pielgrzymami były przesądzone w momencie, gdy osiągnęła 70-80 km/h na końcowej stromiźnie. Teoretycznie kierowca mógł jeszcze skierować autokar na pobocze i ryjąc nadwoziem o skały starać się wytracić prędkość, ale pomijając barierę natury psychologicznej, także i wtedy nie obyłoby się bez ofiar. Co prawda wysoka na trzy metry Scania nie przebiłaby barierki, ale i tak pewnie przewróciłaby się na zakręcie (obliczonym na 30-40 km/h), zgniatając nieprzypięte pasami osoby siedzące po lewej stronie (5 lat temu wskutek wywrotki na rondzie w koło Balatonu zginęło 19 Polaków jadących do do sanktuarium maryjnego w Medjugorje).