Drogowcy remontujący, szczególnie nocą, kieleckie ulice zagrażają kierowcom. Miejsca robót są fatalnie oznakowane, znaki ostrzegawcze ustawiane ledwie na kilka, kilkanaście metrów przed zajętym odcinkiem. Sprawą ma zająć się Miejski Zarząd Dróg i policja. Tymczasem każde zajęcie ulicy oprócz tego, że wymaga zgody właściciela drogi, musi być poprzedzone przygotowaniem projektu zatwierdzonego przez policję. Tylko że po zatwierdzeniu projektu rzadko kiedy sprawdza się, czy wykonawca do niego się stosuje. - To, że wszelkie roboty na drodze muszą być oznakowane, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Jak ma to być zrobione, regulują przepisy rozporządzenia ministra infrastruktury - mówi Tomasz Kaczmarczyk z biura prasowego komendy miejskiej policji. Dodaje, że policja ma prawo kontrolowania w takich sytuacjach. - Kierownik robót nawet musi mieć taki projekt przy sobie. W ubiegłym roku jeden z wykonawców dostał wysoki mandat za to, że nie zastosował się do projektu, fatalnie oznakował roboty i stwarzał zagrożenie dla ruchu. Zwrócimy uwagę na to, co ostatnio dzieje się na ulicach Kielc i zadbamy o to, by roboty drogowe oznaczane były poprawnie - deklaruje. Sprawą zająć się ma także MZD. - Wszystkich wykonawców, którym to my zlecamy roboty, jeszcze raz zobowiążemy, by nawet na wyrost, ale wyraźnie oznaczali miejsca remontów. Do nas, co prawda, nie napływały sygnały i skargi od kierowców, ale i tak nasi inspektorzy skontrolują, jak te roboty wyglądają - zapowiada Zbigniew Czekaj, wicedyrektor MZD.