W Gdyni trzylatek pędzący elektrycznym samochodzikiem po bulwarze potrącił kobietę. Spędziła sześć tygodni w gipsie. Kto powinien zapłacić za jej leczenie i stracone wakacje? Kto daje zgodę na to, by taki maluch jeździł metalowym samochodem? Ubolewam nad brakiem odpowiedzialności matki, ale kto w mieście zgodził się na taką działalność w miejscu pełnym ludzi? - pyta czytelniczka “Gazety Wyborczej”. - Zgłoszę się do prawnika, jak zakończę leczenie. Matka dała mi namiary, nie wypierała się winy, mówi, że jest ubezpieczona. Okazuje się, że gdyński magistrat nie wydał zgody na działalność wypożyczalni samochodzików na bulwarze. Urzędnicy uznali ją za zbyt niebezpieczną w tym miejscu. Wypożyczalnia ulokowała się więc poza terenem miejskim, w Jachtklubie Marynarki Wojennej "Kotwica". Udostępnia autka na czas; miejsce, w którym dzieci z nich korzystają, wyznacza rodzic. Joanna Grajter, rzecznik prasowy gdyńskiego magistratu: - To była decyzja mamy chłopca, by pozwolić mu jeździć po bulwarze. Przykro, że doszło do tego wypadku, ale nie da się obwarować wszystkiego paragrafami, trzeba mieć trochę wyobraźni... - Jeśli poszkodowana wykaże przed sądem brak nadzoru ze strony rodzica, można mu postawić zarzuty karne - mówi adwokat Kazimierz Dębski. W sprawie karnej policja i prokuratura zdecydują o winie i odpowiedzialności. Jeśli się to powiedzie, poszkodowanej pozostanie udowodnić w sprawie cywilnej wysokość strat i poniesionych kosztów. Jeśli zdecyduje się udowadniać wszystko w sprawie cywilnej, będzie to dłużej trwało. Hanna Kaszubowska, rzecznik gdyńskiej policji: - Te panie powinny ze sobą porozmawiać. Pani Anna powinna powiedzieć, jakiego zadośćuczynienia oczekuje. Ludzie są najczęściej ubezpieczeni od odpowiedzialności cywilnej. Moim zdaniem trudno będzie tu wytoczyć sprawę karną. Rodziców za brak nadzoru karze się raczej wtedy, gdy dziecku stanie się coś złego, a nie osobie trzeciej.