Przegląd prasy

Edukację komunikacyjną prowadzi b. pirat drogowy

26 kwietnia 2008

Nigdy nie widziałem, żeby drzewo wjechało w samochód, za to sam potrąciłem dziecko i przez lata jeździłem brawurowo. Wysłuchajcie mnie - mówi Krzysztof Wiśniewski, handlowiec, kierowca z 22-letnim stażem. Nie jestem nauczycielem, ani policjantem. Nie mam pedagogicznego przygotowania i do niczego nie będę was przekonywał. Wysłuchajcie mnie, a potem wyjdźcie w milczeniu z klasy - wysoki, barczysty mężczyzna z miejsca ściąga na siebie uwagę licealistów. Takich spotkań przeprowadził już ponad 60. Słuchało go ponad 3 tys. uczniów. Nie będę mówił o statystykach. Najważniejsze jest ludzkie doświadczenie - Wiśniewski zawiesza głos. - Jestem kierowcą od 22 lat. Przez wiele lat popisywałem się, jeździłem szybko i brawurowo. Droga z Międzyrzecza do Panoramy w Gorzowie zajmowała mi 18 minut. Z Warszawy do Międzyrzecza trzy godziny i cztery minuty. Nie chcę nawet wiedzieć, ilu ludzi naraziłem w ten sposób na niebezpieczeństwo. Nie ruszało mnie to. Nawet gdy potrąciłem dziecko, choć nie było w tym mojej winy, bardziej niż chłopakiem przejąłem się wgniecionym spojlerem - opowiada Wiśniewski. 10 lat temu na skrzyżowaniu w Międzyrzeczu miał zielone światło. Jechał z normalną prędkością, gdy na przejście wbiegł 9-letni chłopak. Wiśniewski zahamował, ale było zbyt późno. Uderzenie odrzuciło chłopca na drugi pas ruchu. - Wiecie, co zostałoby z jego głowy, gdyby jechał tam samochód? Kupcie arbuza, rozbijcie i sprawdźcie sami. To nie jest tak, że ktoś wam obije twarz i rany się zagoją. Ludzie ranni w wypadkach są okaleczeni do końca życia. Mają zmiażdżone nogi, miednice. Urwane kończyny. Dla was to abstrakcja, więc wyobraźcie sobie, że na miejscu tej ofiary jest wasz brat albo wasza matka - mężczyzna wskazuje na zdjęcie. Potrącenie chłopca, o którym wspomina, to dowód na potwierdzenie jeszcze jednej tezy: nie wystarczy jeździć zgodnie z przepisami, zawsze trzeba zachować szczególną ostrożność. - Policjant powiedział mi: "Panie Krzysztofie, to nie pana wina, ten chłopiec wbiegł na czerwonym świetle". I co z tego, skoro do wypadku doszło? Tak naprawdę każdy może zostać sprawcą i ofiarą wypadku. Jazda przepisowa nie ma tu nic do rzeczy. Wszystko zależy od człowieka. Nie widziałem, żeby drzewo wjechało w samochód, żeby samochód jechał sam, bez kierowcy - mówi Wiśniewski. Na co dzień jest handlowcem (tak się przedstawia) i zwyczajnym kierowcą. Spotkania w szkołach organizuje w ramach własnej akcji: "Stop śmierci - w tej grze masz tylko jedno życie". Każdy uczeń dostaje do ręki jego apel o rozważną i bezpieczną jazdę. - Robię to społecznie, to jest taka moja misja - przyznaje Wiśniewski po spotkaniu w I LO w Gorzowie. - Dlaczego to robię? Chcę coś zmienić, pokazać młodym ludziom, że można żyć inaczej. Można powiedzieć, że sam byłem drogowym piratem, ale zrozumiałem, że źle postępuję, narażam życie swoje i innych. Teraz chcę wstrząsnąć tymi młodymi ludźmi, zanim będzie za późno. Jeżeli któryś z nich zabierze kluczyki pijanemu koledze i nie pozwoli mu wsiąść do auta, to będzie dowód, że coś zrozumieli. Wiśniewski dostał patronat m.in. policji i Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Zajęcia prowadzi w technikach, liceach i zawodówkach. Najmłodsi uczestnicy mają 17 lat. Na początku musiał się niemal wpraszać. Dzisiaj na numer komórki, który podał w internecie, dyrektorzy szkół dzwonią sami. Lista oczekujących się wydłuża.

 

Zaproszenia na spotkania Krzysztof Wiśniewski przyjmuje pod nr. tel.: 504 051 975