Przy wjeździe do tunelu pod katowickim rondem postawiono znaki informujące, że w środku są fotoradary. Kierowcy nie muszą się ich na razie bać, bo okazuje się, że nie mają homologacji. Zrobione przez nich zdjęcia nie mogą być więc dowodem w sądzie – informuje “Gazeta Wyborcza”. Ponad 600-metrowy tunel pod rondem to główna arteria komunikacyjna Katowic. Każdego dnia przejeżdża nim kilkadziesiąt tysięcy samochodów. Funkcję fotoradarów w tunelu pełnią supernowoczesne kamery, które monitorują ruch pod ziemią i mierzą prędkość każdego przejeżdżającego samochodu. Obraz z nich trafia do sterowni znajdującej się w kopule ronda. Tam nad bezpieczeństwem ruchu czuwają pracownicy Centrum Utrzymania Tunelu. Obsługa tunelu nie przesyła policji zdjęć piratów drogowych. “Kierowcy nie powinni wpadać w huraoptymizm, bo brak homologacji nie będzie czymś wiecznym. Niewykluczone, że wkrótce to się zmieni” - ostrzega Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy katowickiego magistratu. Z kolei katowicka policja przypomina, że ma własne fotoradary, które czasami wykorzystuje w tunelu. - Ustawiamy je w jego środku lub tuż przy wylocie - mówi nadkomisarz Magdalena Szymańska-Mizera, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. Dodatkowo co jakiś czas przez tunel przejeżdżają także nieoznakowane radiowozy z zamontowanymi wideoradarami. Ich załogi zatrzymują jednak kierowców dopiero po wyjeździe z tunelu. Policja zapewnia, że obraz z podziemnych kamer może być wykorzystany jako dowód popełnienia innego przestępstwa. Tak było m.in. w przypadku kierowcy, który w środku tunelu zawrócił i wyjechał z niego pod prąd. Dzięki zdjęciom z monitoringu stróżom prawa udało się do niego dotrzeć. Podobnie było z chuliganami, którzy zniszczyli wyposażenie tunelu i wymalowali jego ściany sprejem - mówi jeden z oficerów policji.