Przegląd prasy

Jak błyskawicznie lokalizować zakorkowane ulice?

21 grudnia 2007

b5d17ea2aee75075041db9b02c0d65805263a515

Śledząc telefony komórkowe holenderska firma TomTom chce pomóc kierowcom w omijaniu korków i szybciej doprowadzić ich do celu. Opracowała system nawigacji High Definition Traffic. Na przedniej szybie pojazd ma przytwierdzone poręczne urządzenie nawigacyjne o niewymawialnej nazwie "One XL HD Traffic", dostępne na holenderskim rynku. Ta nawigacja "wysokiej rozdzielczości" posługuje się w pełni zintegrowaną z siecią, dynamiczną kartą, której informacje co trzy minuty aktualizowane są przez telefoniczną sieć komórkową. Podobna jest nie do rozkładanego papierowego planu miasta, lecz do ustawicznie zmieniającego się satelitarnego obrazu. Paroma kliknięciami Groenhuijzen wprowadza na ekran plan Amsterdamu. Poszczególne ulice co chwila pokrywa coś w rodzaju czerwonej dżdżownicy – symbol zakorkowania. Gdy dżdżownica zmienia barwę na żółtą, oznacza to powolny ruch. W jakimś momencie znika: to sygnał wolnej jazdy. Jednocześnie na ekranie po drugiej stronie mapy, przy wybrzeżu, pojawiają się nagle małe ostrzegawcze znaki: niebezpieczeństwo z powodu bocznego wiatru. Ten, kto na chwilę zastygnie przy ekranie śledząc wydarzenia z wszechwiedzącej najwyraźniej perspektywy, oglądając pulsowanie metropolii, zmiany pogody i natężenia ruchu, może zobaczyć podobieństwo z symulacyjną grą w rodzaju "SimCity". Właśnie to poczucie władzy firma TomTom chce sprzedawać swym klientom. – W chaosie komunikacyjnym chcemy przywrócić ludziom zdolność kontroli – mówi Groenhuijzen. Także inne urządzenia nawigacyjne oferują ostrzeżenia przed korkami pod nazwą TMC, ale są one często nieaktualne i selektywne, bazują na tych samych informacjach, co komunikaty o utrudnieniach drogowych w radiu. Natomiast TomTom wprowadza całkowicie nową technikę ostrzegania przed korkami: jej podstawą jest lokalizowanie telefonów komórkowych. Koncern telekomunikacyjny Vodafone ustawicznie śledzi, gdzie dostępni są akurat jego użytkownicy komórek i w anonimowej formie przekazuje dane milionów holenderskich klientów firmie TomTom do wykorzystania. Gdy na przykład liczne komórki poruszają się wzdłuż autostrady w tempie ruchu pieszego, oznacza to korek. Kartografowie elektronicznego atlasu samochodowego siedzą w Traffic Control Center w centrali TomTom przy Rembrandtplein, jednym z najbardziej ożywionych miejsc Amsterdamu. – W normalny poniedziałkowy poranek mamy do czynienia z setkami wydarzeń i 900 kilometrami korków – mówi Groenhuijzen i pokazuje na cztery wielkie ekrany, na których zobaczyć można sytuację drogową w całej Holandii. Podczas gdy państwowe służby ostrzegania obserwują na razie tylko 2300 kilometrów dróg, system śledzenia Vodafone nadzoruje dziesięć razy tyle, wliczając drogi regionalne. Państwowe i prywatne ostrzeżenia przed korkami wraz z komunikatami pogodowymi i innymi informacjami są potem komasowane i za pośrednictwem komórkowych łączy GPRS (General Packet Radio Service) dostarczane zmotoryzowanym klientom na drogach. Na razie tylko w Holandii, w przyszłości także w Wielkiej Brytanii. Nowa usługa oznacza zmianę paradygmatu. Do tej pory TomTom sprzedawał wyłącznie proste w użyciu urządzenia. Jednak na rynku pojawiły się dziesiątki konkurentów, ceny błyskawicznie spadają. Dlatego obok produkowania urządzeń firma coraz bardziej stawia na usługi. Nowy aparat One-XL kosztuje na przykład około 400 euro, wraz z rocznym abonamentem na ostrzeganie przed korkami. Potem klienci musza płacić 10 euro miesięcznie, jeśli chcą korzystać z nowej nawigacji o wysokiej rozdzielczości. W przeciwnym razie są tylko pilotowani od punktu A do punktu B. Branża nawigacyjna jest w fazie przełomowej, pojawiają się nowe pomysły. Fiński koncern Nokia instaluje w wielu telefonach komórkowych dla biznesmenów odbiorniki satelitarne, czyniąc je w ten sposób również urządzeniami do nawigowania. O tym, jak poważnie Nokia traktuje to przedsięwzięcie, mogliśmy się przekonać w październiku, gdy wyraziła chęć zakupienia za ponad osiem miliardów dolarów spółki Navteq, jednego z dwóch wielkich producentów map cyfrowych. Obecnie TomTom podejmuje ucieczkę do przodu i chce kupić Tele Atlas, inną ważną firmę kartografii cyfrowej. – Dla nas mapy nie są żadnymi nieruchomymi zbiorami danych, lecz czymś skrajnie dynamicznym, niemal żyjącym, Nasza koncepcja nazywa się Navigation 2.0 - mówi Peter-Frans Pauwels, jeden z założycieli TomTom. Każdego miesiąca infolinia TomTom odbiera tysiące skarg na niedokładne mapy. Teraz wreszcie Pauwels chce zamienić ten problem w zysk: od ubiegłego lata klienci, którzy znajdą na mapie błąd, mogą go sprostować bezpośrednio w swoim aparacie i automatycznie przekazać korektę do firmy. System ten nazywa się Map Share. Każdy użytkownik mapy staje się potencjalnym kartografem, na zasadzie kolektywnej internetowej encyklopedii Wikipedii – z tą różnicą, że korygowana mapa należy do firmy TomTom. Ale co stanie się wtedy, gdy jakiś dowcipniś wprowadzi na mapę swoją ulicę jako zamkniętą, by uchronić się nocą przed hałasem samochodów? Na najwyższym piętrze centrali TomTom zespół pracowników z kilkunastu krajów ma zapobiegać takim przypadkom. Każdego miesiąca trafia tu od użytkowników około 80 tysięcy propozycji zmian. Wiarygodność wielu z nich badana jest niemal detektywistycznymi metodami. Na przykład w ubiegłym roku w całej Europie 25 tysięcy skrzyżowań zamieniono w ronda. - Do tej pory upływało od roku do trzech lat, zanim korekta docierała do klientów. Dzięki Map Share uzyskaliśmy w końcu sprzężenie zwrotne – mówi Pauwels. Pozostaje jedno pytanie: czy tego rodzaju innowacje mogą całkowicie zapobiec korkom? – Nie – odpowiada bez namysłu Pauwels. – Możemy przyczynić się do pewnej poprawy obciążenia sieci drogowej. Nie rozwiążemy jednak problemu korków, chcemy raczej pomagać w inteligentnym obchodzeniu się z nimi.

Słowa kluczowe korki system nawigacji