Przegląd prasy

Kary dla niby-taksówkarzy

14 maja 2009

W Warszawie Inspekcja Transportu Drogowego przeprowadziła kontrolę przewoźników udających taksówkarzy przeprowadziła Inspekcja Transportu Drogowego. Udzielono kary od 5 do 15 tys. zł. Po Warszawie jeździ coraz więcej kierowców, którzy nie mają licencji taksówkowej, tylko licencję na przewóz osób. M.in. nie muszą zdawać trudnych egzaminów z topografii miasta. Wielu pasażerów może nie odróżniać ich samochodów od taksówek, bo wyglądem bardzo je przypominają. Na dachu mają koguta, tyle że zamiast napisu "taxi" zazwyczaj znajduje się nazwa firmy. Według Inspekcji Transportu Drogowego niektórzy przewoźnicy nabijają klientów w butelkę i np. za kurs z Dworca PKP Stadion na lotnisko żądają ponad 500 zł. Inspekcja przeprowadziła wczoraj kontrole przewoźników. Nieprawidłowości wykryto w 32 autach na 34 sprawdzone. Głównie dotyczyły one złego oznakowania. Według prawa samochody jeżdżące jako przewóz osób nie mogą przypominać taksówek - to znaczy, że nie mogą mieć tzw. kogutów na dachu ani żadnych napisów z numerem telefonu i nazwą firmy. Za złamanie jednego zakazu grozi kara 5 tys. zł. - U niektórych kierowców wykryliśmy nawet trzy nieprawidłowości. Wtedy kara łączna wyniosła 15 tys. zł - mówi Alvin Gajadhur z Inspekcji Transportu Drogowego. Jednym z ukaranych był Robert Zieliński, który jeździ w korporacji Sawa-Taxi na zasadach przewozu osób. Na kogucie zamiast "taxi" ma napis "Sawa". - Nie rozumiem, dlaczego nas się karze. Przecież jeździmy po takich samych stawkach jak zwykli taksówkarze. Bardzo trudno dostać jest licencję taksówkarską. Trzeba czekać miesiącami, żeby dostać się na egzamin - tłumaczył. Władze korporacji Sawa-Taxi twierdzą, że kary są niesłuszne. - Odwołamy się. Według naszych prawników "kogut" może być zainstalowany na dachu przewoźników, jeśli nie jest zasilany kablem. Napis "Sawa" nie oznacza zaś firmy. To przecież żona Warsa - mówi Ryszard Duda, kierownik ds. rozwoju w Sawa-Taxi. Przyznaje jednak, że w jego firmie stu kierowców jeździ na zasadzie przewozu osób. - Z chęcią zostaliby taksówkarzami, ale zdobyć licencję jest bardzo ciężko. Ratusz wprowadził niezwykle trudne egzaminy, które mało kto zdaje - dodaje Ryszard Duda. Twierdzi, że jego pracownicy nikogo nie oszukują. Przyznaje, że w Warszawie jest kilkudziesięciu kierowców, którzy za kurs biorą kilkaset złotych. Nie jeżdżą oni jednak w żadnych korporacjach. Na dachu ustawili koguta z napisem "taxi" lub "tax"! Stają głównie pod Dworcem Wschodnim lub PKS Stadion. Inspekcja Transportu Drogowego apelowała wczoraj do klientów taksówek, by dokładnie sprawdzali, do jakiego samochodu wsiadają i jakie obowiązują w nim stawki. Taksówka musi mieć m.in. na kogucie napis "taxi", a z boku żółto-czerwony pasek i stawki za przejechanie jednego kilometra. Inspektorzy liczą, że sytuację ureguluje kolejna zmiana prawa. Proponują, by do okazjonalnego przewozu osób można było wykorzystywać tylko pojazdy zabierające co najmniej dziewięciu pasażerów. Nie wiadomo jednak, czy dojdzie do takiej zmiany.