7-letnia dziewczynka została ciężko ranna w wypadku podczas zabawy saneczkowej w Turzy Śląskiej. Dziecko jechało na sankach ciągniętych przez psy husky. Przed zaprzęgiem samochodem jechał ojciec dziecka. Jadący z naprzeciwka kierowca mitsubishi na widok psów zaczął hamować, wpadł w poślizg i uderzył w sanki wiozące dziecko. Dziewczynka była reanimowana już na miejscu wypadku oraz w szpitalu. To kolejny taki tragiczny wypadek w ostatnim czasie w województwie śląskim. W ubiegłym tygodniu w Sączowie sanki z dwojgiem dzieci, ciągnięte przez samochód terenowy ich ojca, na zakręcie wjechały pod miejski autobus. 10-letni chłopiec zginął na miejscu, jego o dwa lata młodsza siostra w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala.
Dzieci – w obu wypadkach - były pod nadzorem ojca. - Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem poważnym - poinformował TOK FM zastępca prokuratora rejonowego w Wodzislawiu Śląskim Rafał Figura. Na razie to postępowanie w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek, ale na tym etapie śledczy nie wykluczają postawienia zarzutów. Został już przesłuchany kierowca mitsubishi, który na widok psów ciągnących sanie gwałtownie zahamował i wpadł w poślizg. Niebezpieczny kulig zorganizował ojciec 7-latki, na drodze publicznej. On również zostanie przesłuchany - Wielu rodziców zapinało sanki z dziećmi do samochodów albo ciągników, choć przez wieś jeżdżą ciężarówki na budowę autostrady - mówią sączowianie.