Przegląd prasy

Mamy oddział policji autostradowej

17 lipca 2007

Szkolą się z polskimi kierowcami rajdowymi, od Niemców uczą się wykrywania narkotyków, ale jeżdżą czeskimi skodami. W pomorskiej drogówce powstał oddział policji autostradowej – informuje “Gazeta Wyborcza”. Na razie jest ich trzynastu. Mówią, że służba w policji autostradowej to nowość i dlatego się do niej zgłosili. Ich szef, nadkomisarz Rafał Ziółkowski, pościągał ich z miejskich i powiatowych drogówek z całego województwa. Na razie na co dzień muszą dać radę bez autostrad na trzech skodach octaviach o niezbyt mocnych silnikach. Czasami wypożyczają z wydziału szybszego mondeo lub peugeota. Za broń przeciwko amatorom nadmiernej prędkości musi im wystarczyć radar typu "suszarka". Policjantom brakuje najważniejszego - autostrady. Od kilku dni ćwiczą na drogach dojazdowych do Trójmiasta, łapią pod wiejskimi dyskotekami podpitych kierowców, a niedostatki mocy radiowozów przynajmniej niektórzy z nich rekompensują sobie, dojeżdżając do pracy prywatnymi motocyklami typu ścigacz. - To instynkt łowcy - wzdycha Ziółkowski. - Muszę zmienić ich myślenie. Chodzi o to, żeby uratować jak najwięcej ludzkich istnień. Ma temu służyć taktyka, którą chcą zaskoczyć kierowców. Jedną z niespodzianek dla piratów drogowych ma być ustawienie trzech patroli jeden za drugim w odległości od kilkuset metrów, do kilometra od siebie. - Ostatnio złapaliśmy w "potrójną sieć" kierowcę BMW, za trzecim razem odmówił przyjęcia mandatu - mówi jeden z policjantów. Kolejna niespodzianka to testery, które wykrywają śladowe ilości narkotyków. Wystarczy wytarcie specjalnymi szmatkami kierownicy samochodu. Jan Kościuk, rzecznik prasowy KWP w Gdańsku: wysyłamy tych policjantów na najbardziej potrzebujące odcinki. Jednego dnia mogą się pojawić pod jedna z kaszubskich dyskotek, a kolejnego kontrolować nad ranem kierowców jadących do pracy. Kiedy jesienią 2008 roku trafią na autostradę A1 ich zadania przejmą ich następcy.