W krakowskiej “Gazecie Wyborczej” czytamy: Pod Wawelem egzamin na prawo jazdy zdaje zaledwie co trzeci kandydat na kierowcę. Według instruktorów przyczyna takiego stanu rzeczy leży bardziej w słabym przygotowaniu zdających niż szczególnych trudnościach na ulicach miasta. Roman studiuje anglistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim i dorabia w pizzerii. - Szef wymagał ode mnie, bym jak najszybciej zrobił prawko - opowiada. Zapisał się więc na kurs, wyjeździł regulaminową liczbę godzin i podszedł do egzaminu w Małopolskim Ośrodku Ruchu Drogowego. - Gdy oblałem trzeci raz z rzędu, przeniosłem papiery do rodzinnego Przemyśla. Tam zdałem za pierwszym razem - chwali się. Zdaniem jednego z krakowskich instruktorów nauki jazdy spora część uczestników kursu rzeczywiście decyduje się zdawać egzamin w innym mieście. - Niektórych odstrasza po prostu dłuższy czas oczekiwania, jednak większość z nich boi się zdawać w Krakowie, mimo że właśnie tu uczyli się jeździć - tłumaczy. Według instruktorów czynnikiem decydującym jest stopień skomplikowania komunikacyjnego Krakowa. - W mniejszych miastach nie ma tramwajów, skrzyżowań z łamanym pierwszeństwem, rond turbinowych. To wszystko sprawia, że kandydaci na kierowców wolą spróbować swoich sił gdzieś dalej - usłyszała gazeta od doświadczonego instruktora. - Moim zdaniem nasze miasto nie jest aż tak skomplikowane, jak to przedstawiają niektórzy kursanci. Choć muszę przyznać, że większa liczba rond i tramwaje sprawiają pewne trudności - ocenia Marek Dworak, zastępca dyrektora Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Jego zdaniem oblewający egzamin kandydaci najczęściej są sami sobie winni, gdyż niezbyt starannie przygotowują się do sprawdzianu końcowego. - Nie potrafią odpowiednio ocenić odległości, nie zwracają uwagi na pieszych, nieprawidłowo wyprzedzają i nie zwracają uwagi na oznakowanie - wymienia najczęściej popełniane grzechy. - Tak naprawdę jeżeli ktoś umie jeździć i zna przepisy, to zdaje za pierwszym razem. Jeżeli nie, to nawet wyjazd na drugi koniec Polski mu nie pomoże - komentuje. Jak twierdzi dyrektor Dworak, gdybym miał wymienić skrzyżowania, na których zdający mają największe problemy i najczęściej oblewają, to nie potrafiłby tego zrobić. - Takich miejsc po prostu nie ma - tłumaczy. Podkreśla zarazem, że MORD stale współpracuje z Zarządem Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - Gdy widzimy, że poszczególne rozwiązania drogowe sprawiają wyjątkowe trudności zdającym, lub są nielogiczne, to zgłaszamy nasze uwagi do ZIKiT-u, a oni starają się wprowadzać korekty - podsumowuje. Andrzej Nowicki, zastępca dyrektora w tarnowskim ośrodku, potwierdza, że mieszkańców Krakowa zdających u niego egzamin jest dużo. - Według mnie nie wynika to z tego, że egzamin u nas jest łatwiejszy, bo zdający mają dokładnie te same zadania do wykonania. Przyczyną może być jedynie dużo krótszy czas oczekiwania na wolny termin - tłumaczy. Choć równocześnie przyznaje, że w Tarnowie procent pomyślnie zdanych egzaminów jest dużo wyższy - ok. 35. Jeszcze lepiej jest w Nowym Sączu, gdzie na egzamin czeka się tylko trzy tygodnie, a zdawalność przekracza 40 procent. Nic zatem dziwnego, że krakusi coraz częściej wybierają właśnie ten ośrodek. - A niedawno zdarzyło nam się egzaminować kierowcę z Gdańska - dodaje Wiesław Kądziołka, zastępca dyrektora sądeckiego WORD-u.