Na Politechnice Wrocławskiej zorganizowano bezpłatne szkolenia z udzielania pierwszej pomocy. Organizatorzy zapowiedzieli: studenci z Akademickiego Klubu Lotniczego, pracownicy WOPR-u i pogotowia pokażą, jak ratować ludzi. Będą uczyć tego, czego nie potrafiła żadna z osób, które bezradnie patrzyły, jak z minuty na minutę traci zdrowie wrocławska studentka Marta Piekorz. Kim jest Marta? To koleżanka organizatorów, która właśnie przez ludzką ignorancję od wielu miesięcy walczy w szpitalu o odzyskanie sprawności. W marcu tego roku dziewczyna wróciła do rodzinnego Gorzowa Wielkopolskiego. Przyjechała z Wrocławia, żeby odpocząć od nauki na studiach. Z dworca miała do domu kawałek i musiała jechać komunikacją miejską. Gdy zobaczyła, że z przystanku ucieka jej tramwaj, postanowiła go dogonić. Niestety, nie udało się. Najpierw dopadła ją zadyszka. Gdy usiadła na ławce, by złapać powietrze, osunęła się na ziemię. Straciła przytomność, bo chorowała na serce. Na przystanku było pełno ludzi, ale nikt nie udzielił jej pierwszej pomocy. Wezwane pogotowie przyjechało dopiero po kilku minutach. W tym czasie mózg Marty był niedotleniony. Dziś ta wesoła i ładna dziewczyna przechodzi żmudną rehabilitację i ma ograniczony kontakt ze światem.- Gdyby ktoś wtedy udzielił jej pomocy, mogło być inaczej - mówi Przemysław Tomków, prezes Akademickiego Klubu Lotniczego. - To straszne, przecież to był biały dzień i pełen ludzi przystanek - dodaje z goryczą. Razem z przyjaciółmi z klubu postanowił działać. I dlatego jutro między godzinami 10.45 a 12 będą uczyć pierwszej pomocy. - Staniemy na ulicy Norwida, przed budynkiem C-6 Politechniki - zapowiada młody lotnik. - Chcemy wszystkim uświadomić, że pierwsza pomoc jest najważniejsza, że w ciągu 4 minut kończą się zapasy tlenu dla mózgu i zaczyna on umierać. Nigdy nie wiadomo, komu przyjdzie walczyć z tym czasem - mówi Tomków. A ilu z nas jest przygotowanych? Bardzo mało. Tomek i jego koledzy od kilku dni chodzą po swojej uczelni i pytają o zasady pierwszej pomocy. Rozmawiali już z kilkudziesięcioma osobami i okazało się, że nikt nie wie dokładnie, jak jej udzielać. - Wielu słyszało, że trzeba masować klatkę piersiową i wdmuchiwać powietrze. Ale proporcji między tymi czynnościami nie znał nikt z tych, których pytaliśmy - opowiada student. Dlatego tłumaczy, że na każde trzydzieści ucisków mają być dwa wdechy. Ale sama wiedza nie wystarczy. Ratowanie człowieka jest trudne i trzeba je przećwiczyć. Choć na parę minut pochylić się nad fantomem i sprawdzić, jak mocno ucisnąć klatkę piersiową - zbyt delikatny masaż nie przyniesie skutku. - A do tego ludzie boją się udzielać pierwszej pomocy. Nawet jeśli potrafią, to w krytycznym momencie tchórzą. Martwią się, że zrobią komuś krzywdę i pójdą za to do więzienia. A przecież karane jest tylko nieudzielenie pomocy - wyjaśnia Przemysław Tomków. Wielką potrzebę nauki tej podstawowej umiejętności ratowniczej podkreśla tragiczna sytuacja Marty. Dziewczyna jako wolontariuszka uporczywie promowała konieczność nauki pierwszej pomocy. W swoim życiu nauczyła tego wielu ludzi, ale niestety, ciągle było ich zbyt mało, by znalazł się choć jeden, który pomógłby jej w sytuacji, kiedy minuty decydowały o jej życiu.