W Warszawie przybywał prof. Jan Gehl, urbanista z Kopenhagi, wykładowca i doradca władz miast w Australii, Azji, Ameryce Północnej. W Kopenhadze do 2015 r. połowa ludzi dotrze do pracy rowerem. Taki mamy cel. Chcemy być rowerowym miastem nr 1 na świecie - mówił. O szersze chodniki, więcej ścieżek rowerowych, priorytet dla komunikacji publicznej, utrudnienia dla samochodów - apelował w na otwartej wystawie duńskiej architektury. - Projektujemy kilkadziesiąt kilometrów ścieżek rowerowych. Powstają parkingi "parkuj i jedź". Jest tam 176 stojaków rowerowych. Planujemy pierwszy dworzec rowerowy przy Pałacu Kultury - wylicza Marcin Ochmański, rzecznik stołecznego ratusza.
W Kopenhadze 36 proc. osób jedzie do pracy na dwóch kółkach (w Warszawie najwyżej 1 proc.); natomiast jedna trzecia korzysta z transportu publicznego (u nas dwie trzecie), a 5 proc. chodzi na piechotę; reszta (ok. 27 proc.) to użytkownicy prywatnych samochodów. Sieć ścieżek dla jednośladów tworzy w Kopenhadze kompletny system transportowy. - Na skrzyżowaniach zielone światło dla rowerzystów zapala się sześć sekund wcześniej, bo oni są uprzywilejowani w ruchu; przecznice nie krzyżują się bezpośrednio z głównymi drogami. Przerywają je trotuar dla pieszych i ścieżka rowerowa. Kierowca, który chce się włączyć do ruchu, musi więc bardzo ostrożnie pokonać przestrzeń dla słabszych użytkowników drogi. Prof. Gehl przekonywał, że miasta trzeba projektować pod kątem pieszego i rowerzysty. Wtedy stają się one bezpieczniejsze, bardziej przyjazne, a jej mieszkańcy są znacznie zdrowsi i dłużej żyją od zmotoryzowanych.