Przegląd prasy

Najgorsi kierowcy mieszkają w…

11 kwietnia 2011

Dziennikarze “Gazety pl” przeprowadzili eksperymenty w 20 największych miastach Polski. Sprawdzali “gdzie kierowcy najczęściej ignorują światło pomarańczowe i czerwone na sygnalizatorze (najgorzej jest w Opolu, najlepiej w Poznaniu), czy płynnie ruszają, gdy zapali się zielone (tutaj brawa, bo kierowców z Olsztyna wyprzedzili tylko krakowiacy, choć do doskonałości daleko), gdzie respektują przepis, że pieszy na pasach ma pierwszeństwo i zatrzymują się, by przepuścić przechodniów (w Olsztynie otrzymali najgorszy wynik), czy potrafią jeździć na suwak, czyli czy w korku wpuszczają innych kierowców na zwężającej się ulicy albo wyjeżdżających z podporządkowanej ulicy (najlepiej jest w Warszawie i Toruniu, najbardziej zawzięci są kierowcy w Białymstoku). Gdy zsumowali wyniki wszystkich eksperymentów, okazało się, że najgorsi są kierowcy z Opola, Kielc i Olsztyna. Co ciekawe, ci sami kierowcy, którzy tak krytycznie oceniają innych, mają bardzo dobre mniemanie o swoich umiejętnościach. Potwierdził to sondaż przygotowany przez TNS OBOP na zlecenie "Gazety". Aż 95 proc. Polaków uważa się za dobrych kierowców. Zachęcamy do lektury relacji z tego interesującego eksperymentu w wielu miastach.

 

 

Rozmowa z szefem WORD

Przemysław Prais: Z wyników uzyskanych przez dziennikarzy "Gazety" w największych polskich miastach wynika, że olsztyńscy kierowcy należą do najgorszych w kraju. Najwięcej gromów powinno na nich spaść za ignorowanie pieszych czekających na przejście ulicy po pasach. W eksperymencie "Gazety" średnio dopiero co 30 kierowca zatrzymał się, by przepuścić pieszego. Nigdzie w Polsce wyniki nie były zbliżone do tego wyniku. Czy taki wynik pana zaskoczył?

Andrzej Szóstek, dyrektor WORD w Olsztynie: - To nie rezultat nadzwyczajnej nieuprzejmości naszych kierowców, tylko zbyt dużej liczby przejść dla pieszych w mieście. Ul. Żołnierska od skrzyżowania z ul. Dworcową do skrzyżowania z ul. Kościuszki ma dosłownie przejście za przejściem. Na ul. Kętrzyńskiego 100 metrów za przejściem z sygnalizacją, jest kolejne, tyle że już bez świateł. Taka liczba zebr to duża nieprawidłowość ze strony osób odpowiedzialnych za ruch w mieście. Bo z jednej strony pieszy ma sygnał, że może dostać się na drugą stronę jezdni, ale z drugiej nikt go nie ostrzega, że pasy bez sygnalizacji to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc. Aby zaś były bezpieczne, powinny być sytuowane przy skrzyżowaniach i mieć sygnalizację. Między skrzyżowaniami pasy powinny być umieszczane tylko w wyjątkowych przypadkach.

Przemysław Prais: Gdyby miał pan wymienić największe błędy olsztyńskich kierowców, to co byłoby na tej liście?

Andrzej Szóstek:Nie powiem może o błędach, ale o pewnej niedoskonałości, która powoduje, że czas przejazdu przez miasto się wydłuża. Chodzi o ruszanie spod świateł. Jak powinni ruszać, żeby odbywało się to w sposób jak najbardziej płynny i zajmowało najmniej czasu? Powinniśmy wrzucić bieg już, kiedy zapala się żółte światło na sygnalizatorze, bo wtedy możemy ruszyć zaraz, gdy zobaczymy zielone i szybko nabierzemy dozwolonej prędkości. Ale wystarczy jeden kierowca, który się spóźni i już zablokuje płynną jazdę wszystkim innym. W efekcie spóźniamy się wszyscy. Robiliśmy badanie, z którego wynika, że odpowiednia reakcja na zmianę sygnalizacji zwiększyłaby o 20-30 proc. liczbę aut, mogących przejechać na jednej zmianie świateł.

Przemysław Prais: To ciekawe spostrzeżenie, bo z badań "Gazety" wynika, że akurat w tym elemencie olsztyńscy kierowcy nie są wcale najgorsi w kraju. Wręcz przeciwnie. Co jest dalej na pana liście grzechów?

Andrzej Szóstek:Bardzo częsta jest niechęć do korzystania z prawego pasa na dwupasmowych ulicach. W takim razie chyba trzeba przypomnieć, że lewy pas powinien służyć tylko do wykonywania manewrów [wyprzedzania], a w naszym kraju obowiązuje reguła prawej strony. Dlatego osoby jadące dłuższy czas lewym pasem, bo za kilometr będą skręcać w lewo, powinny pamiętać, że nie tylko jadą niezgodnie z kulturą, ale łamią przepisy ruchu drogowego. Można za to zapłacić mandat. Kolejny problem, który często spotykamy na ulicach, to nieumiejętne korzystanie z kierunkowskazów. Kiedy pytam, do czego służy kierunkowskaz słyszę najczęściej, że do sygnalizowania zmiany pasa ruchu. Tymczasem kierunkowskaz powinien sygnalizować już zamiar takiego manewru, a nie sam manewr. Odpowiednio wczesne włączenie kierunkowskazu nie tylko informuje innych kierowców o tym, co chcemy zrobić na ulicy, ale też zwiększa bezpieczeństwo wykonującego manewr. Czasem zbyt późno spojrzymy we wsteczne lusterko, by zobaczyć jadący za nami samochód, a włączony kierunkowskaz informuje jego kierowcę, że chcemy skręcić.

Słowa kluczowe kierowcy kultura jazdy