Przegląd prasy

Nasze szkolenia to fikcja - twierdzą szoferzy

17 maja 2010

8128f44af191a54bca4cac6020e49ea4f38f94f1

(Fot.: PD@N 341-10)

 

Kierowcy miejskich autobusów coraz częściej mylą trasy i omijają przystanki – mówią pasażerowie. Powód? – Nasze szkolenia to fikcja - twierdzą szoferzy. - Uczymy się tylko jednej trasy, a powinniśmy znać wszystkie – czytamy w “Życiu Warszawy”. Jak wygląda szkolenie kierowców? – Teoretyczne tydzień, praktyczne ok. trzech miesięcy. Później jest tydzień jazdy z patronem już na normalnej linii – odpowiada Sławomir Ślubowski, rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych. Podobnie jest u pozostałych przewoźników. Przedstawiciel Firmy ITS Michalczewski, Paweł Kaim informuje: kierowca autobusu zanim będzie jeździł samodzielnie, jeździ z tzw. patronem, który obserwuje jego jazdę i udziela mu wskazówek. Niestety, nie da się wyszkolić kierowcy, wysyłając go na jazdy bez pasażerów – zapewnia Kaim. Jak długo taki kierowca jeździ z patronem? – Tak długo, jak jest to konieczne. Jeśli się nie sprawdzi, rezygnujemy z jego usług - odpiera Kaim.

Jednak kierowcy autobusów, z którymi rozmawiali dziennikarze “Życia Warszawy”, o kursach mówią jedno: to fikcja. - Pierwszego dnia pojechał ze mną doświadczony kolega, ale jeździliśmy tylko na jednej trasie. Pokazywał mi, którędy jechać, czego się wystrzegać. Potem już ruszyłem sam. Reszty tras musiałem sam się nauczyć, bo kierowcy nie są przypisani do konkretnych linii. O tym, gdzie będą jeździć, dowiadują się tydzień wcześniej.

Poza tym w Warszawie wielu kierowców autobusów jest spoza miasta. - Kolega, który przyjechał z Chełma, miał w pierwszych dniach nieprzyjemną sytuację – opowiada były kierowca. - Pojechał nie tą ulicą, co trzeba, i zapytał ludzi, jak wrócić. Niektórzy zaczęli krzyczeć, że jak nie wie, gdzie jedzie, to niech wysiada i się douczy.

- Nie przygotowujemy kierowców do obsługi danej linii. Średnio zajezdnia obsługuje ich aż 35 - mówi Sławomir Ślubowski, rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych. - Kierowcy muszą mieć opanowane wszystkie trasy. Co miesiąc każdy z nich ma wyznaczony dzień lub dwa, kiedy nie jeździ po mieście, tylko czeka w zajezdni na sygnał, że np. jakiś kierowca zachorował. Musi być gotowy, by go zastąpić.

- Być może kierowcy mogliby dłużej być szkoleni, ale wszystko rozbija się o finanse – ocenia Wojciech Tumasz ze Stowarzyszenia Integracji Stołecznej Komunikacji. - Wyższe koszty szkolenia odbiłyby się na pasażerach, bo mogłyby wzrosnąć ceny biletów.