Przegląd prasy

Nie ma sieci recyklingowej

5 grudnia 2006

Importerzy nowych samochodów zastanawiają się, czy wpłacić do budżetu blisko 120 mln zł z tytułu kar za brak sieci recyklingowej. Termin upływa w marcu 2007 roku – komentuje “Gazeta Prawna”. Licznik karnych opłat recyklingowych bije od kwietnia tego roku. Do marca 2007 roku, gdy upłynie rok od wprowadzenia przepisu, kwota ta wyniesie blisko 120 mln zł. Nie byłoby problemu, gdyby koncerny stworzyły w Polsce sieci recyklingowe – uważa resort ochrony środowiska. Koncerny nie muszą same budować stacji demontażu. Wystarczy, że podpiszą umowy o współpracy z właścicielami takich stacji, a ci w ich imieniu zutylizują taką ilość samochodów, jaką w ciągu roku importer sprowadzi do Polski. Takich umów muszą podpisać kilkadziesiąt, przynajmniej z jedną stacją w promieniu 50 km. Dodatkowo ich sieć musi pokryć całą powierzchnię kraju. W przeciwnym wypadku każdy z importerów musi zapłacić karę w formie opłaty recyklingowej, takiej jak płacona przez importerów aut używanych, czyli 500 zł za każdy samochód. Paweł Kacprzyk, szef Volvo Auto Polska i prezes Związku Motoryzacyjnego SOiS, który w imieniu branży chce negocjować z Ministerstwem Środowiska, twierdzi, że przepisy są bezsensowne. Nie kwestionuje zasadności kary dla tego, kto nie wypełnia przepisów prawa, ale zadaje pytanie, czy w tym przypadku nie powinna obowiązywać zasada proporcjonalności winy, a więc czy w taki sam sposób powinien być traktowany importer, który wypełnił obowiązek np. w 95 proc., oraz ten, którego sieć obejmuje 60 proc. powierzchni kraju. Obowiązuje system zerojedynkowy: albo masz 100 proc. i nie płacisz kary, albo nie masz i płacisz – mówi Kacprzyk. Na razie resort środowiska nie chce rozmawiać z importerami. “Zrobimy wszystko, żeby przekonać do swoich racji ministerstwo. Prosimy o uwzględnienie wysiłku, jaki włożyliśmy w budowę sieci. Na początek wystarczy, jeżeli resort zgodzi się na uelastycznienie wysokości kary tak, żeby importerzy płacili tylko za to, czego faktycznie nie zrobili” – mówi Kacprzyk. W innym przypadku, importerzy, choć nie mówią tego oficjalnie, przygotowani są do wejścia na drogę sądową przeciw skarbowi państwa.