Przegląd prasy

OSK – nie jest pełną nazwą

26 listopada 2007

Drobiazgową kontrolę samochodów nauki jazdy przeprowadziła olsztyńska drogówka, wspierana przez urzędnika z wydziału komunikacji. Były upomnienia i mandaty – donosi “Gazeta Olsztyńska”. - W Olsztynie jest około 250 instruktorów nauki jazdy i mniej więcej 40 szkół jazdy - przytacza urzędową statystykę Sławomir Czarnkowski, inspektor z wydziału komunikacji Urzędu Miasta, który jest odpowiedzialny za wydawanie i odbieranie pozwoleń tego typu placówkom. - Od początku bieżącego roku pozwolenia na prowadzenie szkoleń straciło pięć firm. Nie spełniały wymogów formalnych. A przepisów, które musi przestrzegać szkoła jazdy jest mnóstwo. Przekonał się o tym choćby instruktor jednej z olsztyńskich szkół, którego policjanci zatrzymali przy ul. Towarowej. - Na drzwiach bocznych samochodu powinien się znaleźć adres ośrodka, w którym pan pracuje. Obok nazwy firmy powinna być też wyraźna informacja, że jest to ośrodek kształcenia kierowców - tłumaczy sierżant Robert Rachubka z olsztyńskiej drogówki. - No jak? Przecież jest. Ma pan tu litery: OSK. Przecież to powszechnie obowiązujący skrót oznaczający ośrodek szkolenie kierowców - broni się instruktor. - Ale musi mieć pan pełną nazwę. Również dobrze mogłoby to znaczyć: opieka społeczna - tłumaczy paragrafowe zawiłości sierżant z drogówki. Mandatu jednak nie daje. Kończy się na pouczeniu. Kolejny instruktor nie ma w samochodzie apteczki. To kosztuje go 50 złotych. Inspektor z wydziału komunikacji ogląda kartę przeprowadzanego szkolenia. Kręci głową z niezadowolenia. - Wie pan, posługuje się pan starym wzorem karty. Tak być nie może - poucza nauczyciela jazdy samochodem. Sierżant Marek Wyrozębski ogląda dowód rejestracyjny kolejnego samochodu z "elką" na dachu. - W dowodzie nie ma wbitej litery "L", a to obowiązek. Dowód zostaje u mnie - taką wiadomość otrzymuje instruktor. Sławomir Czarnkowski z wydziału komunikacja wyjaśnia: -Właściciele ośrodków szkolenia kierowców unikają wbijania "L" do dowodu rejestracyjnego, bo samochód, o którym wiadomo, że służył do nauki, jest trudniej sprzedać. "L" w dowodzie nie ma też granatowy Opel Corsa, którego policjanci zatrzymują do kontroli na wysokości szkoły muzycznej. To jednak, jak się okazuje, najdrobniejsze uchybienie. Policjanci szczegółowo sprawdzają stan techniczny Corsy i łapią się za głowę. Samochód ma każdą oponę z innej parafii. Na dodatek wszystkie są łyse. Mandat w tym przypadku to 200 złotych. - Pan jako instruktor ma dawać przykład przyszłym kierowcom. To, co pan robi jest po prostu nieodpowiedzialne - kończą policjanci.