Przegląd prasy

Parkowanie na… torach

31 stycznia 2010

b8c86e80e6cc08f541614eef7bc8de303728f438

(Fot.: PD@N 328-1)

1ca55c4889a769de4b3c80c5e608ff2742ad22fc

(Fot.: PD@N 328-5)

W Warszawie właściciel forda focusa tak zaparkował swoje auto, że na ponad godzinę zablokował ruch komunikacji miejskiej na Pradze-Północ. Tramwaje nie mogły ominąć zaparkowanego pojazdu.– Wezwiemy lawetę, a kierowcę ukażemy mandatem – poinformowała "Życie Warszawy" straż miejska. Do najbliższych przystanków tramwajowych i autobusowych pasażerowie wysiadający z tramwaju musieli dostać się piechotą. Za zablokowanie pojazdów komunikacji miejskiej grozi mandat w wysokości 300 zł, a wezwanie lawety – 500 zł. We Wrocławiu nie ma tygodnia, by źle zaparkowany samochód nie zablokował torowiska na Podwalu. Na Podwalu między ul. Muzealną a Renomą obowiązuje zakaz wjazdu. Tymczasem codziennie parkuje tam kilkanaście aut. - Najczęściej wjeżdżają od strony ul. Świdnickiej i zawracają na podwójnej ciągłej - mówi Sławomir Chełchowski, rzecznik straży miejskiej. Kierowcy stają między krawężnikiem a torowiskiem i wydaje im się, że skoro auto nie wystaje na szyny, to wszystko jest w porządku. - Problem w tym, że tramwaj jest szerszy niż torowisko. Potrzebuje więc więcej miejsca, by przejechać - mówi Janusz Krzeszowski z MPK. Przez bezmyślność kierowców w tym miesiącu pojazdy komunikacji miejskiej stała ponad 26 godzin. Podobnie jest na innych ulicach.

Procedura: Wściekli pasażerowie wysiadają i przepychają takie auto. Częściej trzeba jednak wezwać lawetę. I tu pojawia się problem. - Nim holownik przyjedzie na miejsce, mija czasem nawet godzina - mówi jeden z pracowników firmy, z którą miasto ma podpisaną umowę na holowanie źle zaparkowanych aut. - Skomplikowana jest procedura. Najpierw motorniczy wzywa nadzór ruchu MPK. Ten musi się przedrzeć przez korki, więc mija trochę czasu, nim dotrze na miejsce. Nadzór powiadamia straż miejską, która też nie pojawia się od razu. Patrol ocenia sytuację i powiadamia oficera dyżurnego. Ten zgłasza problem do centrum zarządzania kryzysowego (bo kierowca, gdy nie zastanie auta tam, gdzie je zaparkował, może chcieć zgłosić kradzież. Wtedy pracownik centrum dyżurujący pod numer 112 poinformuje go, że samochód jest na płatnym parkingu) i dopiero ono wzywa lawetę. Trzeba więc aż pięciu telefonów, by odholować auto. Straż miejska lub policja również muszą być na miejscu, w razie gdyby podczas holowania auto zostało uszkodzone - tłumaczy Stanisław Kosiarczyk, dyrektor miejskiego wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. - Nie wiem jednak, po co motorniczy musi wzywać nadzór ruchu MPK. Przecież on najlepiej wie, czy może przejechać. Procedury związane z wezwaniem lawety trzeba jak najszybciej uprościć, bo obecne przypominają zabawę w głuchy telefon komentuje Magda Nogaj. I kontynuuje - nie sądzę, by potrzeba było aż tylu służb, żeby stwierdzić, że torowisko jest zablokowane. Wystarczy osąd motorniczego. Nadzór ruchu MPK mógłby się skoncentrować na zorganizowaniu objazdów. Wtedy jest szansa, że pasażerowie nie pozamarzają na przystankach. Wyższe też powinny być też kary za zablokowanie torowiska.