Częstochowska policja bije na alarm. Od lat nie odnotowano na częstochowskich ulicach tak wielu wypadków z udziałem pieszych. Najgorsze, że ponad połowa ofiar sama przyczyniła się do swojej śmierci lub obrażeń. Statystyki wypadków z udziałem pieszych są zatrważające. W 2007 roku piesi stanowili 23 proc. ofiar wypadków na drogach Częstochowy i okolicznych gmin. Choć procentowy udział w porównaniu z 2006 rokiem się nie zmienił, to liczba ofiar znacznie wzrosła: z 214 przed dwoma laty do 270 w ubiegłym roku. Tylko na ulicach Częstochowy zginęło 215 osób. - Brzmi paradoksalnie, ale coraz więcej wypadków mamy na przejściach dla pieszych. To dowód, że sami piesi nie dbają o swoje bezpieczeństwo - mówi nadkom. Marek Struski z częstochowskiej policji drogowej. - Z naszych analiz wynika, że w ubiegłym roku prawie 150 ofiar (55 proc.) było sprawcami wypadków - podkreśla nadkom. Struski. Jakie błędy popełniają piesi? - Na pierwszym miejscu stawiam nieuwagę i pośpiech. Nagminnym widokiem są ludzie przebiegający w poprzek jezdni, wchodzący na czerwonym świetle czy nierozglądający się na boki. Nie wiedzieć czemu, żyjemy w przekonaniu, że mamy jakieś szanse w zderzeniu z samochodem - mówi nadkom. Struski. Jak podkreśla nasz rozmówca, plagą ostatnich lat jest wchodzenie na ulicę z telefonem komórkowym przy uchu. - To już problem na skalę ogólnoeuropejską, niedawno w Szwecji rozpoczęto kampanię społeczną, emitując film pokazujący chłopaka ginącego pod kołami samochodu, bo rozmawiał przez telefon komórkowy. Do wypadków przyczynia się też ... moda. - W okresie jesienno-zimowym kaptury szczelnie okrywające głowy zasłaniają widoczność i powodują, że gorzej słyszymy, co się wokół nas dzieje. Piesi - jak twierdzi policja - nazbyt często zapominają, że choć są uprzywilejowaną grupą użytkowników dróg, to nie wszystko im wolno. Nawet gdy wchodzą na pasy, muszą najpierw upewnić się, że pojazd, który nadjeżdża, zdoła zahamować. Tymczasem nagminne jest wchodzenie, a nawet wbieganie niemal wprost pod koła. - Nie jest wcale rzadkością, że pieszy, który ucierpiał w wypadku, staje na wniosek policji przed sądem jako oskarżony za spowodowanie wypadku. I płaci za naprawę auta, które go potrąciło - przestrzega Struski. Policjanci odrzucają zarzuty, że chowając się w krzakach, wyłapują biednych pieszych łamiących przepisy i wlepiają im surowe mandaty.
Piesi wchodzą pod koła
31 stycznia 2008