Policja w Kolonii poluje na auta Polaków mieszkających w Niemczech i zabiera im polskie tablice rejestracyjne. Chce ich zmusić do płacenia podatku drogowego – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Polscy dyplomaci w zachodnich Niemczech co miesiąc mają kilkanaście podobnych przypadków. Najwięcej z Kolonii, Düsseldorfu i Zagłębia Ruhry. Zgodnie z prawem auto trzeba przerejestrować najpóźniej pół roku po zameldowaniu się w Niemczech. Polacy, którzy założyli za Odrą firmy, nie robią tego, bo polskie ubezpieczenie i przeglądy techniczne są znacznie tańsze od niemieckich. Ponadto w Polsce podatek jest w cenie paliwa, a w Niemczech płaci się go osobno - ok. 150 euro rocznie za auto osobowe. - Gdyby nie kontrole policji, wielu Niemców przerejestrowałoby samochody w Polsce, by zaoszczędzić - mówi mi niemiecki urzędnik. - I kto by płacił podatki na drogi? Przerejestrowanie auta w Niemczech to biurokratyczny korowód, który się ciągnie tygodniami. Ponadto nie wszystkie auta, które przechodzą badania techniczne w Polsce, przejdą je w Niemczech. Pytanie tylko, czy niemiecka policja ma prawo konfiskować tablice rejestracyjne. - To przecież dokument wystawiony przez polski urząd. Jesteśmy w Unii Europejskiej. Niemcy mogą dochodzić zaległego podatku, ale od rejestracji powinni trzymać się z daleka. Każdy, kogo coś takiego spotka, powinien zaskarżyć działania policji do sądu. W ciągu tygodnia powinien mieć tablice z powrotem - twierdzi Andreas Gurok, polski adwokat z Düsseldorfu. - W kilku przypadkach wystarczyło, że zadzwoniłem na komendę, i blachy wróciły do właścicieli - opowiada. Jeśli już policja zabrała blachy, powinna wysłać je do polskiej ambasady, a ta przesłać do kraju - do urzędu, który je wydał.