Przegląd prasy

Pożyczanie auta szkoleniowego?

18 czerwca 2007

Właściciele zielonogórskich szkół nauki jazdy chcą, by kursant sam wybrał auto, na jakim chce zdawać egzamin. Tłumaczą, że nie wszyscy zakupili nowe modele Renault Clio. Dyrektor WORD jest nieugięty i proponuje, by szkoły... pożyczały sobie auta – donosi “Gazeta Wyborcza”. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Zielonej Górze kilka tygodni temu rozstrzygnął przetarg na zakup dodatkowych aut do egzaminów na prawo jazdy. Ośrodek miał trzy fiaty punto. By skrócić czas oczekiwania na egzamin, dokupił sześć nowych aut Renault Clio. Przetarg bowiem wygrał diler tej marki. Za kompletnie wyposażone auto z 6-letnią gwarancją, uprawniające do przeprowadzania egzaminów, WORD zapłacił ok. 32 tys. zł. Dyrekcja WORD zdecydowała, że od lipca kursant będzie losował auto do egzaminu. Właściciele szkół podnieśli szum. Ich zdaniem może się zdarzać, że kursant będzie musiał zdawać egzamin samochodem innej marki niż ten, na którym uczył się jeździć. Dlatego zaproponowali, żeby przyszli kierowcy wybierali model do testu. Tym bardziej że większość szkół nauki jazdy nie zdążyła jeszcze kupić renault clio. - Inny samochód to inne środowisko, do którego potrzebna jest adaptacja, wymagająca czasu. Dotyczy to również doświadczonych kierowców. To wyjątkowy stres, w wielu przepadkach może zakończyć się oblaniem egzaminu, choć kursant świetnie sobie radzi za kółkiem - tłumaczy Waldemar Pietraszewski, wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców. Podają też drugi argument: nie każdego stać, by od razu kupić clio warte ok. 50 tys. zł. Tym bardziej że w tym roku szykuje się kolejny przetarg, który może wygrać jeszcze inna marka. Gdyby wprowadzono zapisy na konkretny model, szkoły jazdy odetchnęłyby z ulgą i poczekałyby z zakupem nowego auta do kolejnego przetargu. Jeśli WORD nie wycofa się z pomysłu losowania, ok. 200 instruktorów jazdy będzie musiało w pośpiechu znaleźć pieniądze na wymianę punto na clio z obawy przed utratą klientów. Ale w WORD nikt nie chce słyszeć o zmianach. Szkoleniowcy wysłali do marszałka list, pod którym podpisało się ponad 70 instruktorów. Poprosili o konsultację z urzędnikami. Marszałek Sebastaian Ciemnoczołowski obiecywał w "Gazecie", że będą negocjacje. Tymczasem szkoleniowcy dostali pismo, które wyprowadziło ich z równowagi. Na list z upoważnienia marszałka odpowiedział im dyrektor WORD Ireneusz Plechan. Czytamy m.in., że wybór auta wprowadziłby chaos organizacyjny i wydłużyłby czas oczekiwania na egzamin. - Analizowaliśmy wszystkie możliwe warianty. Okazało się, że wprowadzenie zapisów spowoduje wydłużenie oczekiwania na egzamin nawet do trzech miesięcy. Nie po to kupujemy nowe auta, żeby wydłużać kolejki, tylko je likwidować - tłumaczy Plechan. Dyrektor WORD uważa również, że chce uniknąć sytuacji korupcjogennych. Ośrodek, zdaniem dyrektora, musiałby wrócić do systemu ręcznego sterowania, a więc egzaminatorzy mogliby sobie wybierać kursantów. Najbardziej jednak szkoleniowców zdziwił pomysł dyrektora WORD, by... szkoleniowcy wymieniali się swoimi autami. - Bzdura. Mamy sobie pożyczać auta? Przecież my ze sobą konkurujemy. To obłęd! - bulwersują się szkoleniowcy. Szkoleniowcy zapowiadają protest pod Urzędem Marszałkowskim. - Skoro marszałek nie chciał z nami rozmawiać, sami do niego przyjedziemy - zapowiadają. - Plan jest prosty, chcemy z samego rana zająć wszystkie miejsca parkingowe, z których korzystają urzędnicy. Efekt będzie taki, że ci utkną na rondzie przed urzędem i w ten sposób sami je zablokują. Marszałek Krzysztof Szymański: - Początkowo myślałem, że sytuacja jest zdecydowanie łatwiejsza. Rozumiem argumenty właścicieli szkół jazdy. Obiecuję, że w przyszłym tygodniu doprowadzę do spotkania i wspólnie wypracujemy kompromis. Rzucanie sobie kłód pod nogi nigdy nic nie daje - mówi Szymański