Wiele europejskich miast rozwiązało problemem aut z reklamami, które blokują miejsca parkingowe w zatłoczonych centrach. W Paryżu czy Sevres wolno parkować zaledwie dwie godziny. W Paryżu system parkowania funkcjonuje tak, żeby zapewnić stałą rotację samochodów. Miejskie parkingi, zwłaszcza w centrum, służą do tego, żeby szybko załatwić swoje sprawy, a nie całymi dniami zajmować miejsce innym. Samochody z reklamami pojawiają się tylko w ruchu. Furgonetki albo smarty z reklamowymi napisami i tablicami jeżdżą po ulicach, ale nie blokują parkingów. - Gdyby tak się zdarzyło, auto szybko zostałoby wywiezione - opowiada Janusz Chrząszcz, który od 20 lat pracuje w Paryżu. Kierowca, który chce zaparkować w stolicy, kupuje w kiosku kartę za 10 lub 30 euro, którą płaci w parkomacie. Bilet pozwala mu parkować najwyżej dwie godziny; pierwsza kosztuje trzy euro. Policja skrupulatnie sprawdza, czy bilety są ważne. Bywa, że przekroczenie czasu parkowania nawet o kilka minut skutkuje mandatem (11 euro). Podobnie wygląda sytuacja w podparyskim 30-tysięcznym Sevres: najwyżej dwie godziny parkingu. W Lille, 80-tysięcznym mieście na północy Francji, nie ma żadnych problemów z reklamowymi okupantami na kółkach. Parkowanie jest ograniczone do trzech godzin (1,2 euro za godzinę), a policja kilka razy dziennie kontroluje, czy czas nie został przekroczony. Jeżeli tak - mandaty zaczynają się od 11 euro. - Bywa, że sprawy do załatwienia w urzędach zajmują więcej niż trzy godziny. Wówczas mieszkańcy parkują na parkingu podziemnym, który jest prawie dwukrotnie droższy, ale bez limitu czasowego - opowiada nam mieszkanka Lille. Niemieccy urzędnicy ze zdziwieniem reagują na pytanie o to, dlaczego nie oferują swoim mieszkańcom miesięcznych lub nawet rocznych abonamentów na parkowanie w mieście. - Przecież idea parkowania w centrum polega na tym, by kierowcy zatrzymywali się na jak najkrócej. Dlatego piętnastominutowe parkowanie jest w ogóle bezpłatne. Wychodzimy z założenia, że tyle czasu wystarczy kierowcy, by wyskoczyć na chwilę do sklepu i wrócić, by zwolnić miejsce dla innego kierowcy - mówi Inge Schürmann, rzeczniczka urzędu miasta w Kolonii. Podkreśla, że do dłuższych postojów, np. pracownikom z firm w centrum miasta, służą parkingi wielopoziomowe. W Dreźnie, inaczej niż w Kolonii, można kupić abonament na cały dzień. - Kosztuje on jednak dość dużo, bo pięć euro, dlatego nikomu nie opłacałoby się umieszczać na samochodzie reklamy na cały miesiąc. I nie mamy z tym problemów - mówi Heiko Ziesch z urzędu miejskiego w Dreźnie. W Hanowerze opłaty za parkowanie w centrum miasta wahają się od 50 centów do półtora euro za godzinę. Miasto wprowadziło jednak pewne ograniczenia - zajmować parking można najwyżej dwie i pół godziny. Londyńczycy wprowadzili jeszcze większe restrykcje. Trzeba zapłacić już za sam wjazd do centrum. Jednodniowy bilet kosztuje osiem funtów. Strefa co prawda nie jest odgrodzona żadnymi barierkami ani bramkami, ale jest stale monitorowana. Kamery rejestrują wszystkie numery rejestracyjne pojazdów i sprawdzają, czy ich właściciele dokonali opłaty. Na wielu ulicach nie można parkować, co oznaczone jest żółtą linią. Dozwolone jest jedynie zatrzymanie się na kilka minut. Na liniach czerwonych nie można się nawet zatrzymać. W samym centrum jest niewiele miejsc do parkowania. Tam gdzie są, do godziny 13 można parkować po jednej stronie jezdni, a po 13 po drugiej stronie. Wprowadzenie tej zasady całkowicie wyeliminowało problem aut-reklam. Podobny problem co Wrocław miała swego czasu Florencja. Na autach w centrum miasta reklamowały się głównie tanie hostele dla studentów i młodych ludzi. W mieście nawet w ścisłym centrum dozwolone jest parkowanie. Jednak władze miasta z problemem aut-reklam poradziły sobie bardzo szybko. Praktycznie wszystkie miejsca parkingowe mają obostrzenie, że nie można na nich zostawić auta między godz. 2 a 3 w nocy, 1 a 2 czy 3 a 4. Tłumaczone jest to koniecznością umycia jezdni.