Przegląd prasy

Sajgon - miasto motocykli

31 stycznia 2011

32d1cfa06bed49da9a50884e0fdbe98a3254202be79dc2c722f885750623b03a52c8ab2e35556feb

571207f8e1bf113d7cec2c1b2feeabcf72c8bdf8

8e6ac342405c1a2bd14d3bdb527bfee3f86787f28b1199fd6d8ccc959618bd3ffd7f1122821100b3

(Fot.: PD@N 373-6-9©jm i 13©JM oraz 30)

Podróżnicy mówią tak: Wenecja ma swoje gondole, Pekin rowery, a Sajgon motory. Sajgon (oficjalna nazwa to Ho Chi Minh) to stolica Wietnamu, to także słowo popularnie określające zamieszanie, harmider, bałagan. W mieście jest podobno 4, 5 a może nawet 7 milionów różnorodnych motocykli. Szacunki różne, wszystkie nieoficjalne, a w mieście o każdej porze dnia, po ulicach, ignorując większość przepisów ruchu drogowego, płynie, a raczej pędzi, rzeka motocykli i motorków, czy skuterów. Na jednym jedzie pięcioosobowa rodzina, na innych przewożą, chyba cały swój dobytek, wiozą lodówki czy telewizory, wiozą turystów itd. itp. Jeżdżą wszyscy, wśród mężczyzn popularne jest powiedzenie “masz motor - masz dziewczynę”. Dlatego młodzi chłopcy za punkt honoru przyjmują sobie zakup dwukołowca. Do pracy, czy do domu jadą też dziewczyny czy mocno starsze kobiety. A pieszy w tym pełnym motorów mieście? Pieszy ma problem. Instytucja przejścia dla pieszych w zasadzie nie funkcjonuje. W Europie wiele mówimy o braku szacunku dla pieszego, ale dopiero w Sajgonie pieszy naprawdę nie ma żadnych praw. Najlepszym sposobem na pokonanie ulicy, choć i tak wymaga to nie lada odwagi - jak relacjonują odwiedzający miasto - jest iść bardzo spokojnym, wolnym krokiem i pozwolić omijać się kierowcom. I tak przejście na drugą stronę ulicy odbywa się przy wtórze klaksonów, a u pieszego przy przyspieszonym biciu serca. Znaki drogowe i oznaczenia poziome są, ale nie mają żadnego znaczenia. Światła tylko spowalniają ruch a czerwone to tylko sugestia, że coś może z boku wyskoczyć. Szczytem braku zasad jest skrzyżowanie. W relacjach z ulicy czytamy: wietnamscy kierowcy przestrzegają własnych przepisów ruchu drogowego. W skrócie można sprowadzić je do jednej zasady: kto się zatrzyma, ten frajer. Kiedy wietnamski motocyklista widzi zielone światło, to wie, że należy jechać, kiedy dostrzega czerwone, to dla niego znak, że jechać można. Jazda pod prąd też jest w porządku. Turyści korzystający z atrakcji - przejazdu rikszą - mówią o wjeżdżaniu między dwa autobusy i ocieraniu kolanami ich blach, o zakrętach pod kątem prostym, o beztrosko pokonywanych krawężnikach itd. Ci sami obserwatorzy mówią: to “najbardziej hardcorowe zasady ruchu drogowego w Azji Południowo-Wschodniej (czytaj - brak zasad), to wychodzi z tego mieszkanka prawie wybuchowa”, ci którzy przebywają tam krótko oceniają - miasto jest prawdziwie szalone jeśli chodzi o ruch drogowy, ci którzy przebywają tam dłużej potwierdzają - na ulicy trzeba iść śmiało i dać się objeżdżać, należy przesuwać się wolno, żeby kierowcy zauważyli pieszego, to wszystko. Motocykliści nie złoszczą się, zwalniają i omijają pieszego. O technice jazdy motorem po Sajgonie turyści mówią: bez przesady można zaliczyć ją do sportów ekstremalnych, przy których skok na bungee wydaje się spokojną rozrywką. Doświadczeni kierowcy radzą: jedynie trzeba mieć oczy dookoła głowy, uważać na wyjeżdżających z ulic podporządkowanych bez patrzenia, jadących pod prąd, zajeżdżających drogę, przejeżdżających na czerwonym itd. itp. Na szczęście pomaga tutaj klakson, który jest idealnym narzędziem do torowania sobie drogi. Statystyk wypadkowych nie ma. Warto dodać, że rząd ustawowo ograniczył im pojemność do 125 ml - mając większe przy takim ruchu by się pozabijali.

I motocyklowe ciekawostki to: filigranowe śliczne Wietnamki podróżujące w bucikach na obcasie, i ich jedwabne stroje falujące na wietrze; to specyficzna moda motorowa - w sklepach można kupić specjalne maski, którymi zakrywa się twarz dla ochrony przed spalinami - w różnych deseniach i rozmiarach, kolorowe lub haftowane, z różnymi deseniami. Kobiety mogą zaopatrzyć się w bluzki ze specjalnymi długimi kołnierzami z wiązaniami, którymi zasłaniają sobie usta podczas jazdy motorem. Panie kupują też długie rękawiczki, bo elegancka Wietnamka ma białą skórę i musi unikać słońca. Nie dziwi więc widok wątłych dziewcząt zasłoniętych po czubek głowy niczym mumie.

I małe podsumowanie słowami turystów: po kilku dniach spędzonych w hałaśliwym, dusznym, ale pięknym Sajgonie można przywyknąć do motorów. I trudno wyobrazić sobie inny środek transportu. Są oczywiście też autobusy, są sprowadzane z zagranicy samochody (nie maja rodzimych), niewiele, albowiem na import pojazdów nałożony jest podatek przekraczający nawet 100% ich wartości. Są też oczywiście taksówki.

Słowa kluczowe motocykle riksze Wietnam