W olsztyńskiej “Gazecie Wyborczej” czytamy relację z pobytu w niemieckim miasteczku Paderborn, czy rzeczywiście doświadczenia dla rowerzystów warto przenieść? Ścieżki wygodne do jeżdżenia... Za tymi ostatnimi najbardziej będę tęskniła – opisuje reporterka gazety. Tam na rowerach jeżdżą tysiące ludzi. Na każdym kroku widać jednoślady poprzypinane do stojaków, drzew, ogrodzeń. Żeby rowerzystom było wygodniej, na słupkach od sygnalizacji świetlnej montuje się specjalne uchwyty. To nic skomplikowanego, podwójna rurka, na której w dodatku umieszczona jest reklama. Imponująca jest sieć ścieżek w mieście i okolicach. W wybrane miejsce można dojechać na kilka sposobów - krótszą trasą prowadzącą wzdłuż ruchliwej ulicy lub dłuższą, ale za to ładniej położoną, wiodącą przez pola, parki czy wzdłuż rzeki. Wszystkie trasy, przejazdy i ścieżki są oznakowane. Raz spróbowałam pojechać "po polsku". Zamiast przejechać rowerem na drugą stronę ulicy, tak jak wskazywał przejazd dla rowerzystów, przeprowadziłam rower na pasach dla pieszych. Robię tak co dzień w Olsztynie na skrzyżowaniu alei Sikorskiego z ul. Dywizjonu 303. Ale w Niemczech brak przejazdu oznacza, że w tym miejscu nie ma ścieżki i musiałam zawrócić.