Przegląd prasy

Światła w dzień: Jednak warto!

28 kwietnia 2008

Publikacja na łamach Magazynu etransport

Niemal dokładnie rok temu wszedł w życie przepis nakazujący jazdę z włączonymi światłami przez cały rok.

Zwolennicy obowiązku jazdy na światłach podkreślali, że wprowadzenie nowych przepisów przełoży się na 20-procentowe zmniejszenie liczby wypadków. Już można powiedzieć, że te szacunki były zbyt optymistyczne. Analizując marzec 2006, 2007 i 2008 dochodzimy do wniosku, że wprowadzenie świateł spowodowało zahamowanie mocnego wzrostu liczby wypadków i rannych. Światła nie przyczyniły się natomiast do spadku liczby kolizji (utrzymał się niższy poziom, który zanotowano już w zeszłym roku). Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem używanie świateł w miastach, w których dochodzi do największej liczby takich zdarzeń, nie jest specjalnie celowe. Martwić może również wciąż rosnąca liczba ofiar śmiertelnych. Warto zdać sobie sprawę, że w Polsce wciąż przybywa samochodów. Obecnie po polskich drogach jeździ około pół miliona więcej aut niż dwa lata wcześniej. A nowe drogi? Jest ich jak na lekarstwo... Tym właśnie, a nie brakiem skuteczności świateł należałoby więc tłumaczyć na pierwszy rzut oka niekorzystne dla włączonych świateł statystyki za miesiące letnie. Warto zauważyć, że wzrost liczby wypadków (mniej niż 2 proc.), rannych (ponad 3 proc.) czy zabitych (niespełna 1 proc.) to wartość bardzo niskie. Wobec większej o 250 tysięcy liczby samochodów (rok do roku) oznacza to, że de facto jazda stała się bezpieczniejsza, a ryzyko wypadku jest mniejsze! Warto to wziąć pod uwagę czytając analizy dowodzące, że obowiązek jazdy na światłach wprowadzono tylko po, by zarobić mogły koncerny paliwowe (wzrost zużycia paliwa o około 1 proc.) oraz producenci żarówek. Tak przy okazji, ilu z Was w ciągu ostatniego roku faktycznie spaliła się żarówka? Przeciwnicy jazdy na światłach podnoszą również argument ekologiczny. Mówią o tym, że przez rok do atmosfery trafiło około 450 tysięcy ton dwutlenku węgla więcej. To ciekawe, że gdy Polakom coś się nie podoba, to wtedy sięgają po ekologię, wcześniej nie przejmując się segregowaniem śmieci, czy masowo sięgając po jednorazowe torebki w hipermarketach. Ekologiczne zacięcie wychodzi z nich dopiero, gdy mówi się, że niższa stawka akcyzy na LPG nie ma uzasadnienia (bo to paliwo wcale nie jest mniej szkodliwe od benzyny) czy gdy trzeba zapłacić kilka złotych więcej za włączone światła. Tymczasem mówimy o 1-procentowym wzroście emisji CO2 przez transport samochodowy. To oznacza, że kierowca, który pokonuje rocznie 10 tysięcy km emituje dodatkowo 1600 kg CO2. Ale gdy ten sam kierowca wymieni 5 żarówek, które używa przez 5 godzin dziennie na energooszczędne "zaoszczędzi" rocznie 250 kg CO2. Co więcej, gdy ten przykładowy kierowca wraz żoną postanowi wybrać się na wakacje samolotem do kurortu oddalonego 5 tys. km, to razem wyemitują do atmosfery całe 2 tony CO2... Warto mieć skalę odniesienia. W tych wszystkich wyliczeniach pominęliśmy koszty leczenia rannych w wypadkach i uczucia krewnych ofiar. Ile oddalibyście, by członek bliskiej rodziny uniknął wypadku? Warto zdawać sobie sprawę, że światła to nie jest remedium na całe zło. Obowiązujące przepisy na pewno nie są doskonałe, bo używanie świateł w miastach, często w korkach mija się z celem. O tym ustawodawca powinien pomyśleć. Natomiast dla żadnego kierowcy nie ulega chyba wątpliwości, że łatwiej oszacować prędkość samochodu ze światłami włączonymi. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy jazda na światłach powinna być obowiązkowa? Czy zahamowanie trendu wzrostowego liczby wypadków było warte tych odrobinę większych kosztów eksploatacji samochodów?