W szkołach nauki jazdy coraz więcej osób uczy się jeździć na ciężarówkach. Dlaczego? W firmach transportowych mogą zarobić kilka tysięcy złotych. Wielu planuje też wyjechać na Zachód – odpowiada na zadane pytanie “Gazeta Wyborcza”. Szkoły kierowców uczą coraz więcej osób chcących auta ciężarowe. Kursanci liczą, że mając prawo jazdy uprawniające do kierowania tirami, zdobędą dobrze płatną pracę w firmie transportowo-spedycyjnej. “Mamy coraz więcej kursantów. Jedno auto ciężarowe już nie wystarcza, planujemy kupić kolejne” - mówi Wiesław Mazur z zielonogórskiej szkoły kierowców “RONDO”. W ubiegłym roku w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Zielonej Górze przeprowadzono ponad 4 tys. egzaminów na kategorie uprawniające do kierowania ciężarówkami (C i C+E). W styczniu tego roku już odbyło się ponad 700 takich egzaminów (C- 410, C+E - 320). Jednak do rozpoczęcia pracy w firmie transportowej, obejmującej zasięgiem całą Europę, nie wystarczy prawo jazdy kategorii C lub C + E. Niezbędny jest jeszcze kurs kierowców przewożących rzeczy. Za całość trzeba zapłacić prawie 4 tys. zł i spędzić na szkoleniach, teoretycznych i praktycznych, ponad 100 godzin. Jak się okazuje, młodzi kierowcy nie mają co liczyć na zatrudnienie w dużych firmach zajmujących się transportem międzynarodowym, choć zaglądają do nich bardzo często. Te najczęściej zatrudniają ludzi, którzy przynajmniej dwa lata jeździli zawodowo po europejskich drogach. Dlaczego nie chcą świeżo upieczonych kierowców? “Uprawnienia to za mało, by sprawnie jeździć po Europie. Kursy trwają za krótko, a my potrzebujemy fachowców. Kierowcy bez doświadczenia mają problemy z jazdą po innych krajach, bo nie znają przepisów i zasad jazdy w nich obowiązujących - mówi Łukasz Baryła z Norbert Dentressangle w Nowogrodzie Bobrzańskim. - Kursy nie przygotowują w pełni do tego zawodu. Młodzi kierowcy gubią się w trasie, często nie potrafią sprawnie odczytywać map. Dlatego na początek jeżdżą ze starszym pracownikiem - stwierdza Marek Jabłoński z zielonogórskiej firmy transportowej Impeks.