Przegląd prasy

Więc, co zrobić z elkami?

2 czerwca 2008

O tym, że Częstochowa stała się wielkim placem nauki jazdy alarmują mieszkańcy miasta, alarmuje policja, zabrali głos, także na naszych łamach, instruktorzy nauki jazdy, to sprawy, które ich dotyczą bezpośrednio. Nasi Czytelnicy alarmują: w Częstochowie policja odbiera dowody rejestracyjne pojazdów przeznaczonych do szkolenia kierowców powołując się na przepis "pojazd wykorzystywany do prowadzenia szkolenia kierowców powinien być oznaczony nazwą i adresem ośrodka na zewnątrz pojazdu na jego prawej i lewej stronie - litery i cyfry występujące w napisie powinny mieć wysokość, co najmniej 6 cm" Często bywa, że nazwa i adres jest tak długi, że nie mieści się na pojeździe. Co zrobić z tym problemem? – piszą nękani wielokrotnymi kontrolami drogowymi szkoleniowcy. Więc co zrobić?

INSTRUKTOR: Cały czas powtarzam, że trzeba zlikwidować WORDy. Przecież to one są problemem. Wszystkie Elki jeżdżą tam gdzie zdaje się egzaminy i nikt ich stamtąd nie wyrzuci, bo nie ma takiego znaku jak zakaz ruchu, czy wjazdu samochodom szkoleniowym. Każdy OSK ma możliwość przeprowadzenia egzaminu i teoretycznego i praktycznego. Więc po co te WORDy.

JÓZEF STRASZEWSKI: Stale te same teksty i te same bzdury opisujecie o przepełnieniu w miastach gdzie są przeprowadzane egzaminy elkami. Nigdy się nie zmieni ruch elek w miastach jak nie zmienią się warunki egzaminowania. Teraz egzaminator to jest maszyna do oblewania a nie podejmowania własnych decyzji i prawidłowej oceny czy kursant może samodzielnie już jeździć samochodem czy jego umiejętności są jeszcze niedostateczne. ma wytyczne i mało który kursant przejedzie minimum 40 minut z jazdy w mieście w takim stresie egzaminacyjnym bez błędu. Mało tego jak egzaminatorzy przesadzają kursanta po oblanym egzaminie sami prowadzą pojazd wielokrotnie nieprzepisowo!!!! Przekraczają prędkość itd. Więc proszę wreszcie zastanówcie się nad faktycznymi przyczynami tej już można nazwać parodii egzaminowania i tego co się dzieje w WORDA-ch i na ulicach miast. Szkolę od 1982 roku ale takich cyrków nigdy nie było. Czy się szkoli dobrze czy źle i tak zdawalność jest podobna. Więc może najpierw pomyślicie zanim będziecie pisali stale głupstwa o złym szkoleniu a stwarzacie absurdalne warunki egzaminowania. W Niemczech i innych krajach egzaminy odbywają się na autach ośrodków szkolenia i w ośrodku szkolenia. Miałem niedawno Polkę mieszkającą w Niemczech i tam robiła ta pani kurs i oblała już 4 krotnie egzamin. U mnie robiła już po powrocie do kraju od nowa cały kurs i wyjechała jeszcze ponad 40 godzin jazdy. Umiejętności jej były można powiedzieć zerowe po kursie w Niemczech. Więc nie piszcie bzdur ok i jest wiele takich przypadków.

T.M.: Zgadzam się z powyższym komentarzem. Zamiast wymyślać zbędne zakazy, niech władze miasta wyślą "pisemka" do ministra transportu o zmianę zasad egzaminowania a przede wszystkim skreślenie wytycznych, kiedy należy "oblać" osobę egzaminowaną - o tego jest egzaminator pełniący teraz funkcję Obserwatora.

SCEPTYK: Tylko, co to ma wspólnego ze wzmożonym ruchem w miastach? Jak będzie większa zdawalność to ruch będzie mniejszy? Wątpię. Teraz prawo jazdy chcą mieć wszyscy, "bo wypada mieć". Ruch na drogach jest coraz większy, dostępność samochodu dla zwykłego śmiertelnika jest ogromna. Samochód przestał być juz dawno dobrem luksusowym, ale do tak wzmożonego ruchu potrzebna jest też modernizacja infrastruktury drogowej, o której u nas się zapomina. Co do egzaminów. Walcząc z korupcją ministerstwo "wylało dziecko z kąpielą". Egzaminator stał się obserwatorem, który wypunktowuje osobę zdającą z błędów. Bo każe mu tak instrukcja. Gdzie obiektywizm oceny? Nie ma. Jest dwukrotnie popełniony błąd i w zgodzie z przepisami delikwent musi przyjść na egzamin ponownie. Presja kamer i instrukcji egzaminowania wymusza na egzaminatorach takie postępowanie. No, ale to oczywiście dla dobra zdających miało to być i dla wytępienia korupcji.