Przegląd prasy

Wojna z naćpanymi kierowcami

16 lipca 2007

Wszystkie radiowozy należące do pomorskiej drogówki wyposażone są już w specjalne narkotesty. Dzięki nim policjanci, którzy wypowiedzieli wojnę kierowcom będącym pod wpływem środków odurzającym, mają oręż w ręku. Urządzenia w ciągu kilku minut potrafią wskazać, jaki rodzaj niedozwolonej substancji zażył prowadzący auto – czytamy w “Dzienniku Bałtyckim”. Stróże prawa przyznają, że wakacje nad Bałtykiem to okres wzmożonej aktywności narkotykowych dilerów. Wielu ich klientów po używki przyjeżdża samochodami. Brak wyobraźni, opóźnione reakcje, a w efekcie popełniane podczas jazdy błędy powodują, że naćpani kierowcy stanowią śmiertelne zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Jazda po amfetaminie, marihuanie, a nawet LSD i heroinie to przypadki niestety coraz częstsze. Mieszkańcy Gdańska nadal pamiętają wypadek na Trakcie św. Wojciecha, gdzie w listopadzie ubiegłego roku naćpany kierowca potracił kobietę z dwójką dzieci. Jej pięcioletni syn zginął w tym wypadku. Dlatego pomorska drogówka wypowiedziała stanowczą wojnę narkotykom za kierownicą. Narkotesty, których używają policjanci nie są niestety tanie. Ich cena waha się od 50 do pomad 200 złotych w zależności od liczby zakazanych substancji, które urządzenia są w stanie rozpoznać. Dlatego pomorscy stróże prawa zostali przeszkoleni przez swoich niemieckich kolegów, aby na własną rękę dokonywać wstępnego rozpoznania. - Badamy reakcję źrenic na światło latarki. Jeśli w jakikolwiek sposób nie reagują na światło (zwężają lub rozszerzają się - dop. red.) możemy mieć podejrzenia, że kierowca jest pod wpływem środków odurzających. Wtedy sięgamy po narkotest i sprawdzamy dokładnie - wyjaśnia nadkomisarz Rafał Ziółkowski, szef nowopowstałej tzw. grupy manewrowej pomorskiej drogówki.

Za jazdę pod wpływem środków odurzających grozi taka sama kara, jak za jazdę pod wpływem alkoholu. Naćpany kierowca może trafić do więzienia nawet na dwa lata.