Przegląd prasy

Wypadek z łosiem. Kto zapłaci odszkodowanie

1 maja 2011

W Brwilnie, na drodze wojewódzkiej, Mariusz G. jechał do pracy. - Nagle z rowu wprost na mój samochód wyskoczył łoś. Całym impetem wbił się w przednią szybę. To i tak cud, że wyszedłem z tego wypadku cało - opowiada kierowca. Straty wynoszą ok. 6 tys. zł. Kierowca relacjonuje dalej: - Do wypadku doszło nie z mojej winy. Na drodze nie było też znaku ostrzegawczego "uwaga, dzikie zwierzęta leśne". Dlatego należy mi się odszkodowanie. Nie mam autocasco, więc policjanci podpowiedzieli mi, że o odszkodowanie powinienem zwrócić się do nadleśnictwa lub koła łowieckiego, bo to ich zwierzę. I tak zrobiłem, ale szybko zostałem stamtąd odesłany do zarządcy drogi, czyli Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich. Ale tam usłyszałem, że to nie ich sprawa. - Bo z tymi łosiami to trochę skomplikowana sprawa - mówi rzecznik prasowy MZDW Monika Burdon. - Zwierzęta te chadzają własnymi ścieżkami. W sądzie mamy dużo spraw o odszkodowania, ale wszystkie wygrywamy. Nie jesteśmy bowiem właścicielem tego zwierzęcia. - Nawet jeśli na drodze nie było znaku "uwaga, dzikie zwierzęta"? - dociekamy. - O jego ustawienie wnioskują nadleśnictwa wraz z kołami łowieckimi. Te instytucje najlepiej wiedzą, gdzie przebiegają szlaki dzikich zwierząt - odpowiada Burdon. - Gdyby nadleśnictwo Płock wystąpiło z takim wnioskiem do nas, a my byśmy znaku nie ustawili, wtedy odpowiedzialność za powstałe szkody na drodze ponosimy my. Ale takiego wniosku nie dostaliśmy. Może więc koło łowieckie poczuwa się do obowiązku wypłaty odszkodowania? - Łoś jest własnością skarbu państwa, więc dlaczego mamy płacić odszkodowanie? - dziwi się prezes koła łowieckiego "Wisła". - Ja panu nie pomogę. Skoro skarb państwa, o łosia pytamy w takim razie w biurze prasowym wojewody. Tylko tam także zarzekają się, że łoś to nie ich sprawa. I odsyłają nas do Urzędu Marszałkowskiego. - W prawie łowieckim nie ma zapisów odnoszących się do odpowiedzialności skarbu państwa za szkody komunikacyjne z udziałem zwierząt dzikich. Uzyskanie odszkodowania w podobnych przypadkach możliwe jest od firmy ubezpieczeniowej na podstawie zawartej umowy dobrowolnego ubezpieczenia autocasco - wyjaśniają uprzejmie w urzędzie. I tu koło się zamyka, bo jak już wspominaliśmy - AC kierowca nie miał. Czy rzeczywiście nie ma żadnych szans na odszkodowanie? - pytamy w nadleśnictwie Płock. - Prawo łowieckie mówi, że za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne faktycznie odpowiada skarb państwa. Ale tylko wtedy, gdy szkody zostały wyrządzone rolnikowi np. w uprawach rolnych lub podczas polowania - na sprawę nieco światła rzuca komendant straży leśnej w Nadleśnictwie Płock Sławomir Lipski. - W tym ostatnim przypadku oznacza to, że poszkodowany musiałby znaleźć organizatora polowania lub naganki i domagać się od niego odszkodowania. Organizatorzy polowań są zobowiązani w Polsce do wykupywania ubezpieczeń OC. Wtedy za szkody spowodowane przez zwierzynę łowną ponosi odpowiedzialność koło łowieckie. W każdej innej sytuacji, gdy łoś wyskoczy nam pod koła samochodu, kierowca nie może liczyć na rekompensatę. Bo za łosia państwo po prostu nie płaci.